Archiwa tagu: MangaPL

[MANGA PL] CARD CAPTOR SAKURA (TOM 3)

Z lekkim poślizgiem ruszamy z kolejnym wpisem. W ostatnich dniach mało się dzieje, jeśli chodzi o nowości, ale za to jesteśmy zalewani różnymi promocjami. Czasem są większe, innym razem mniejsze lub zwyczajnie dotyczą tytułów, które nas nie interesują, ale dzieje się sporo. Radzę łapać okazje, bo można się obłowić za dużo niższe cenny niż w ciągu roku. Jest też mały tego wszystkiego minus – wiele rzeczy się teraz wyprzedaje – to okazja do wietrzenia magazynów, więc jak coś się przegapi, może być problem (na razie mam farta, że nabywam jakieś serie, które chwilę później zanikają, więc dobra passa trwa). Dobra, czas na standardowe informacje. W ostatnich dniach dotarła do mnie mała paczuszka i kolejna tego typu dotrze najprawdopodobniej już w poniedziałek. Mamy zapowiedź od Madman filmu „Anne of Green Gables” na BD, czyli filmu Isao Takahata (właściwie tylko kilka pierwszych odcinków serialu połączonych w film). Ta sama firma zapowiedziała na przyszły rok Astro Boy wersję z 1980 roku – wiadomość niesamowita, ale seria tylko na DVD. W weekend trwały targi figurek, gdzie były pokazywane wczesne wersje przyszłorocznych (lub później) cudeniek. Trochę się tam działo. Na nieco większą waszą uwagę zwrócę na nową/poprawioną Asukę z NGE w wersji, którą powinniście kojarzyć. To w sumie tyle na dzisiaj. Szukajcie promocji na sklepach. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest drugi tom mangi Card Captor Sakura od Waneko. Tym razem nie było aż tak długiej przerwy, ale zdecydowanie mogłem opisać ten tom wcześniej (teraz mógłbym już recenzować piątą część). Tak to już bywa, że nam się te wpisy opóźniają. Niby się staram, by tak wolno to nie szło, ale czasem (a nawet często) wygrywa ze mną chęć poczytania czegoś lub oglądnięcia serii, która niedawno dostałem. Wybaczcie, ale trzeba mieć priorytety… Nie ma co narzekać, bo jednak co rusz się coś pojawia, a miejsca na fotki nieubłaganie ubywa. Z tym sobie akurat poradziłem. Jak? Zobaczycie niebawem. Dobra, wróćmy do meritum sprawy. Może na początek, co się w tym tomie działo. W końcu nie będę co chwila opisywał, że ta seria jest super, a ja, cichy fan, czekałem na jej premierę latami. No i znowu o tym wspomniałem. Dobra, co tu się działo… Wraz z bujnym kwieciem na drzewach nadchodzi wiosna, a z nią nowe wyzwania stające przed dzielną uczennicą podstawówki. Powiadają, że samemu jest się sobie największym wrogiem, co w przypadku najnowszych perypetii Sakury można potraktować dosłownie. W końcu nie na co dzień spotyka się swoją brykającą i zło czyniącą złośliwą siostrę bliźniaczkę… zwłaszcza jak się takowej nie ma – karty Clowa kontratakują. Na domiar złego w ten cały ambaras wmieszany jest Toya i grozi mu realne niebezpieczeństwo. Poniekąd to właśnie ta sytuacja motywuje Sakurę do jak najszybszego odnalezienia kolejnych kart. W kolejnych rozdziałach powraca charyzmatyczna rodzicielka Tomoyo i kolejna dawka wspomnień o zmarłej mamie Sakurci. Tymczasem w podstawówce pojawia się nowa nauczycielka matematyki, a wraz z nią jeszcze więcej niedopowiedzeń. Na deser Sakura, Syaoran i Tomoyo pakują się w tarapaty. Jak widać, sporo się dzieje. Większość wątków (a właściwie wszystkie) fani adaptacji dobrze znają. Przyznam, że wolę ją w tamtej wersji, ale i mangowa mnie bardzo urzeka i będę bardzo szczęśliwy z pełną serią na półce. Czas na specyfikacje wydania. Jak wspominałem już wcześniej, jest właściwie idealne. Po pierwsze obwoluta z brokatem, która wypada genialnie. Dalej mamy piękne kolorowe pierwsze strony – coś ala artbook i właściwą mangę. To Clamp, więc rysunki są bardzo ładne. Do tego mamy bardzo dobre tłumaczenie – w tym specyficzną mowę Kerberosa. Wprawdzie można się przyczepić do nazw potraw, z którymi sobie tu Waneko nie za bardzo poradziło i jakiejś tam literówce, ale ogólnie na plus zdecydowanie. Bardzo polecam. Zawsze cytuję wydawcę w tym miejscu, więc wypadałoby tę tradycję podtrzymać:
Uczennica szkoły podstawowej, Sakura Kinomoto, zbiera kolejne karty stworzone przez wielkiego maga, Clowa Reeda. Ma ich już tyle, że może z nich wróżyć. Tymczasem w szkole pojawia się nowa nauczycielka. Syaoran Li – spokrewniony z Clowem kolega z klasy Sakury – wyczuwa, że bije od niej jakaś tajemnicza siła…
IMG_9336_wynik
Specyfika wydania:
Liczba stron: 198
Format: A6 (13,5cm x 19,5 cm)
Oprawa: miękka, obwoluta
IMG_9337_wynik
Zdecydowałem się na pre-order do tej pozycji, ponieważ skusiły mnie dodatki. Niby nie były jakieś bardzo odkrywcze, ale bardzo miłe dla oka. Tym razem dostałem kartę Clowa z Syaoranem Li (zdradzę, że były dodawane również do kolejnych tomów) oraz pocztówkę. No dobra, ten ostatni bonus nie był bezpośrednio z pre-orderu. Waneko teraz co miesiąc takie rozdaje, więc się skusiłem (trzeba w danym okresie złożyć jakiś pre-order).
IMG_9345_wynik
Jak wspominałem wcześniej, na początku mamy kilka stron kolorowych z grafikami promocyjnymi lub takimi artami bardziej od Clampa. Wyglądają zwyczajnie świetnie i utwierdzają mnie w przekonaniu, że wydanie świetnie się prezentuje.
IMG_9340_wynik
Tutaj pokaz zawartości. Kreska jest przyjemna dla oka, czcionka czytelna a druk wyraźny. Chwilami mamy ciemniejszy, a innym razem jaśniejszy, ale tak już było w oryginale (podobno), więc nie zaliczę tego na drobny minusik.
IMG_9342_wynik
Podsumowanie: Kultowa pozycja w końcu po polsku. Warto było czekać, bo dostaliśmy naprawdę dobre wydanie od Waneko, które podkreśla już i tak świetne (jeśli takie pozycje będziemy dostawać na rocznicach tego wydawnictwa, to chce tak co roku). Radzę dać szanse, nawet jeśli niezbyt się czujecie w tych klimatach. Seria ma swój urok, a ładne wydanie powinno was dodatkowo zachęcić. Niestety już nie dostaniecie zapewne dodatków od pierwszych tomów. Chyba że wydawcy jakieś zostały? Może warto spytać. To tyle na dzisiaj, miłego.

[MANGA PL] CARD CAPTOR SAKURA (TOM 2)

Witam ponownie, moi mili. Mamy spore opóźnienie, które wynikło z kontuzji mojej ręki. Tak, tak, nie ma żartów. Przez parę dni nie mogłem za bardzo dużo skrobać na klawiaturze, więc sobie odpuściłem. W każdym razie już jest spoko, więc wracam do gry. Podczas mojej „nieobecności” trochę się działo, więc zaczynamy. Po pierwsze dotarły do mnie dwie paczuszki. Pierwsza z czytadłem, a druga miała coś do oglądania. Powoli nadrobimy i będziemy recenzować, a przynajmniej mam taką nadzieję. Z nowinek zakupowych mogę dodać, że pewna paczka jest już w Polsce, więc powinna być na dniach (oby ominęła celników), a kolejna w drodze. To już takie ostatnie przed szałem zakupowym. Swoją drogą przeceny i to duże już się zaczęły, więc radzę nabywać za śmieszne kwoty pozycje do oglądania na kolejny rok. Można będzie się zapewne nieźle obłowić. Czas na nowinki wydawnicze. Podczas ostatniego konwentu Aniplex ogłosił wydanie Kaguya-Sama Love Is War (BD) oraz Zoku Owarimonogatari (BD). GKIDS sprezentuje nam Summer Days With Coo (BD/DVD). Anime Ltd nieco niespodziewanie ogłosiło wydanie Tokyo Ghoul: re – Part 1 Collector’s Edition (BD/DVD). Około 14 listopada ma ruszyć zbiórka dla ufundowania adaptacji VN World End Economica od Sekai Project. Jeszcze nie wiadomo, czy będziemy mogli ją wspierac – trudno powiedzieć, czy najpierw ruszy w Japonii. Jeśli pojawi się wersja z lokalizcją – jestem zainteresowany. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest drugi tom mangi Card Captor Sakura od Waneko. Przyznam się bez bicia, że początkowo planowałem coś innego wam zrecenzować w kolejnym wpisie, ale mieliśmy spore opóźnienia, więc dzisiaj wziąłem sobie „coś lżejszego”. Mangi zawsze jakoś łatwiej mi się opisuje, bo też są to zwykle bardziej zwięzłe wpisy. Nie ma co porównywać do opisów jakiś boxów, gdzie mamy pełno elementów. W każdym razie dzisiaj Sakura. Z drugiej strony, że tak jeszcze wtrącę, przez spory czas zwlekałem z tą pozycją, więc przy okazji ją trochę nadgonię. Jak wspominałem przy pierwszym tomie, jestem fanem tej serii. Polubiłem ja przy okazji oglądania jej adaptacji, dlatego do niej ją przyrównuje. Bardzo ciepło się o niej wyrażam i pewnie wielu twierdzi, że trochę za bardzo jej „słodzę”, ale przy takich seriach się wręcz powinno, bo pod względem kreski pozycja ta broni się sama. Dzieła od grupy Clamp zawsze mnie urzekały kreską (zresztą nie tylko mnie, bo mają naprawdę liczne grono oddanych fanów), więc sięgnięcie po ten tytuł nie było przypadkowe. Co się dzieje w tym tomie? Bo chyba od tego warto zacząć. Powracamy do perypetii dzielnej uczennicy w szkolny dzień sportu. Sakura, jako fanka sportów wszelakich, ma duże pole do popisu. Jeszcze lepiej jest popisywać się zdolnościami fizycznymi w towarzystwie rodziny i przyjaciół. Nawet matka Tomoyo pojawia się, by wesprzeć swoją latorośl. Tym samym okazuje się, że uwielbienie do Sakury jest kwestią dziedziczną. Swoje pięć minut na kartach mangi otrzymał w końcu ojciec głównej bohaterki. Dzięki obecności jego starej znajomej nieco więcej dowiadujemy się o historii związku rodziców Sakury. Ale czas powrócić do kart Clowa! Kolejne karty odkrywają przed bohaterami swoje moce i trzeba je ujarzmić, zwłaszcza że zagrażają bliskim Sakurci. Żeby nie było tak łatwo, na jej drodze staje tajemniczy Syaoran Li, który nie uznaje dziewczyny za godną miana łowczyni kart. Mało kłopotów? Na domiar złego Syaoran wydaje się zainteresowany Yukito… Trochę się tu dzieje. Wiem, pewnie wielu zna tę pozycję i te nowości są mu znane, ale początki już takie są. Czas na specyfikacje wydania. Jak wspominałem już wcześniej, jest właściwie idealne. Po pierwsze obwoluta z brokatem, która wypada genialnie. Dalej mamy piękne kolorowe pierwsze strony – coś ala artbook i właściwą mangę. To Clamp, więc rysunki są bardzo ładne. Do tego mamy bardzo dobre tłumaczenie – w tym specyficzną mowę Kerberosa. Wprawdzie można się przyczepić do nazw potraw, z którymi sobie tu Waneko nie za bardzo poradziło i jakiejś tam literówce, ale ogólnie na plus zdecydowanie. Bardzo polecam. Zawsze cytuję wydawcę w tym miejscu, więc wypadałoby tę tradycję podtrzymać:
Uczennica szkoły podstawowej, Sakura Kinomoto, przypadkiem staje się łowczynią niezwykłych kart Clowa i zaklętych w nich potężnych mocy. Pewnego dnia podczas zawodów gimnastycznych jej szkołę nawiedza prawdziwa zawieja kwiatowych płatków. Czy to też sprawka jednej z magicznych kart? Ponadto w klasie Sakury pojawia się nowy uczeń. Pochodzi z Hongkongu i wygląda na to, że on również interesuje się kartami!
IMG_9332_wynik
Specyfika wydania:
Liczba stron: 200
Format: A6 (13,5cm x 19,5 cm)
Oprawa: miękka, obwoluta
IMG_9333_wynik
Zdecydowałem się na pre-order do tej pozycji, ponieważ skusiły mnie dodatki. Niby nie były jakieś bardzo odkrywcze, ale bardzo miłe dla oka. Tym razem dostałem kartę Clowa z Tomoyo (zdradzę, że były dodawane również do kolejnych tomów) oraz mini zeszycik.
IMG_9334_wynik
Jak wspominałem wcześniej, na początku mamy kilka stron kolorowych z grafikami promocyjnymi lub takimi artami bardziej od Clampa. Wyglądają zwyczajnie świetnie i utwierdzają mnie w przekonaniu, że wydanie świetnie się prezentuje.
IMG_9335_wynik
Tutaj pokaz zawartości. Kreska jest przyjemna dla oka, czcionka czytelna a druk wyraźny. Chwilami mamy ciemniejszy, a innym razem jaśniejszy, ale tak już było w oryginale (podobno), więc nie zaliczę tego na drobny minusik.
IMG_9330_wynik
Wspomniany zeszycik. Na zewnątrz mamy bardzo ładną grafikę, która zdobi okładkę.
IMG_9331_wynik
Część wewnętrzna to kilkanaście kartek do zapisania. Niby fajny dodatek, ale jakoś nie chcę go zapisywać, a przez to traci sens „użytkowy”.
Podsumowanie: Kultowa pozycja w końcu po polsku. Warto było czekać, bo dostaliśmy naprawdę dobre wydanie od Waneko, które podkreśla już i tak świetne (jeśli takie pozycje będziemy dostawać na rocznicach tego wydawnictwa, to chce tak co roku). Radzę dać szanse, nawet jeśli niezbyt się czujecie w tych klimatach. Seria ma swój urok, a ładne wydanie powinno was dodatkowo zachęcić. Niestety już nie dostaniecie zapewne dodatków od pierwszych tomów. Chyba że wydawcy jakieś zostały? Może warto spytać. To tyle na dzisiaj, miłego.

[MANGA PL] Card Captor Sakura (TOM 1)

Wracamy ze wpisami po przerwie spowodowanej wyjazdem. Tak to już bywa, ale lecimy, bo jest o czym opowiadać. Po pierwsze nowinki zakupowe, a właściwie ich brak, bo nic nie dostałem. Celnicy ciągle górą… Czas na niusy z MCM London Comic Con, bo jest tego trochę. Anime Ltd zapowiedziało pozyskanie licencji i wydanie wkrótce: InuYasha (prawdopodobnie BD), Cardcaptor Sakura (seria na BD – fajnie, gdyby to było coś podobnego do francuskiej edycji, gdzie był skan z wydania 4K do BD), B: The Beginning (na BD w wersji ultimate), Mobile Suit Gundam The Origin parts V and VI (BD) i wisienka na torcie, czyli Attack On Titan sezony 1-3 na winylach. Właściwie to wszystkim jestem zainteresowany, więc można uznać to za dobre nowinki. MVM ogłosiło: Accel World (komplet w wydaniu kolekcjonerskim na BD) oraz zdobyte licencje do: Bloom into You (BD), Chidori RSC, Devils Line, Fate/Stay Night [Heaven’s Feel] II. Lost Butterfly, Fate/Stay Night [Heaven’s Feel] III. Spring Song, Is It Wrong To Try To Pick Up Girls In A Dungeon II, Kandagawa Jet Girls, O Maidens in Your Savage Season i Z/X Code Reunion. Tutaj mamy fajne pozycje, ale w większości są dostępne u Sentai w ciekawszych wydaniach i czasem lepszej jakości. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest długo oczekiwana recenzja pierwszego tomu Card Captor Sakura od Waneko. Naprawdę nie wiem, jak to się stało, że dopiero teraz wam to opisuję. Plany były zgoła inne, ale już nie będę tutaj rozpaczał nadmiernie nad tym faktem. Bo co by mi to właściwie dało? Jest, jak jest, więc lecimy. Już spory czas temu wspominałem, że jestem fanem Sakury, więc wyczekiwałem chwili wydania tej pozycji od dawna. Miałem nawet plany kupienia wersji zagranicznej, ale tak się nie stało i dobrze. Dlaczego? Bo nasze rodzime wydanie prezentuje się wręcz idealnie, więc pewnie i tak bym je potem kupił. W sumie fajnie się złożyło, bo w tym wpisie wspomniałem o zapowiedzi wydanie na BD w UK adaptacji tej pozycji. W każdym razie może trzeba by było zacząć od tego, o czym to właściwie jest lub bardziej, co w tym tomie zobaczymy. Główną bohaterką mangi jest Sakura Kinomoto, energiczna uczennica podstawówki. Choć jej matka umarła, Sakurcia dorasta otoczona opieką kochającego ojca i złośliwego starszego brata. Jest lubiana przez rówieśników i zawsze może liczyć na swoją najlepszą przyjaciółkę, Tomoyo. Jej dotychczasowe spokojne życie zmienia się w momencie, gdy w bibliotece ojca znajduje tajemniczą księgę, z której wyskakuje uroczy, acz żywotny pluszak. W ten sposób Sakura poznaje Kerberosa, strażnika pieczęci kart Clowa. Każda z kart ma indywidualny charakter i skrywa ogromną siłę. Jak się okazuje, słaby z Kerusia strażnik, bo karty uciekły, a ich moc zagraża ludziom. Tym sposobem Sakura zostaje łowczynią kart, zaś nowa rola zwięźle określa jej zadanie. Warto zaznaczyć, że z każdą zdobytą kartą Sakura zyskuje moce tejże karty, które może wykorzystać w starciu z kolejnym przeciwnikiem. Tomoyo zostaje wtajemniczona w cały ten ambaras z kartami i naturalnie stwierdza, że ktoś to musi uwiecznić, a to idealne zadanie dla niej. A także przygotować stroje dla znajomej magical girl. Czyli, jak pewnie wielu oczekiwało, mamy tu wstęp do historii. Ciekawostką jest fakt, że już od pierwszych stron Sakura ma wiedzę na temat kart Clowa i moc, która się z nimi wiąże. Musimy trochę powertować, by zobaczyć wspominki z przeszłości informujące o pierwszym spotkaniu z Kerberosem. Zabiegi takie są dosyć powszechne, ale chyba lepiej wypadało to w adaptacji, gdzie mieliśmy chronologiczny porządek. Czas na specyfikacje wydania. Jak wspominałem już wcześniej, jest właściwie idealne. Po pierwsze obwoluta z brokatem, która wypada genialnie. Dalej mamy piękne kolorowe pierwsze strony – coś ala artbook i właściwą mangę. To Clamp, więc rysunki są bardzo ładne. Do tego mamy bardzo dobre tłumaczenie – w tym specyficzną mowę Kerberosa. Wprawdzie można się przyczepić do nazw potraw, z którymi sobie tu Waneko nie za bardzo poradziło i jakiejś tam literówce, ale ogólnie na plus zdecydowanie. Bardzo polecam. Zawsze cytuję wydawcę w tym miejscu, więc wypadałoby tę tradycję podtrzymać:
Oto karty stworzone przez wielkiego maga, Clowa Reeda. Gdy wyzwoli się ich magiczną moc, na świat spadną niezliczone plagi. Pewnego dnia Sakura Kinomoto przypadkiem uwalnia z magicznej księgi Kerberosa, strażnika pieczęci kart. Okazuje się jednak, że pieczęć została złamana i karty uciekły. Dziewczynka musi je złapać i ujarzmić. Jednocześnie każdy sukces Sakury zwiększa jej zdolności i przybliża ją do celu.
IMG_9326_wynik
Specyfika wydania:
Liczba stron: 204
Format: A6 (13,5cm x 19,5 cm)
Oprawa: miękka, obwoluta
IMG_9327_wynik
Zdecydowałem się na pre-order do tej pozycji, ponieważ skusiły mnie dodatki. Niby nie były jakieś bardzo odkrywcze, ale bardzo miłe dla oka. Dostałem standardową zakładkę, która była dodawana do różnych tomów (losowo je Waneko dodaje, chyba że się poprosi o konkretną), oraz kartę Clowa z Sakurą (zdradzę, że były dodawane również do kolejnych tomów).
IMG_9328_wynik
Jak wspominałem wcześniej, na początku mamy kilka stron kolorowych z grafikami promocyjnymi lub takimi artami bardziej od Clampa. Wyglądają zwyczajnie świetnie i utwierdzają mnie w przekonaniu, że wydanie świetnie się prezentuje.
IMG_9329_wynik
Tutaj pokaz zawartości. Kreska jest przyjemna dla oka, czcionka czytelna a druk wyraźny. Chwilami mamy ciemniejszy, a innym razem jaśniejszy, ale tak już było w oryginale (podobno), więc nie zaliczę tego na drobny minusik.
Podsumowanie: Kultowa pozycja w końcu po polsku. Warto było czekać, bo dostaliśmy naprawdę dobre wydanie od Waneko, które podkreśla już i tak świetne (jeśli takie pozycje będziemy dostawać na rocznicach tego wydawnictwa, to chce tak co roku). Radzę dać szanse, nawet jeśli niezbyt się czujecie w tych klimatach. Seria ma swój urok, a ładne wydanie powinno was dodatkowo zachęcić. Niestety już nie dostaniecie zapewne dodatków od pierwszych tomów. Chyba że wydawcy jakieś zostały? Może warto spytać. To tyle na dzisiaj, miłego.

[MANGA PL] PLANETES (TOM 1)

Kolejny wpis przed wami. Trzymamy tempo, bo mam do przekazania wam masę recenzji. Niestety nieubłaganie znika mi miejsce na tej stronce, jednak mam pomysł na poradzenie sobie z tym problemem. Nie powstrzyma mnie coś takiego. Czas na nowinki zakupowe. Dzisiaj dotarła do mnie paczuszka z amazonu z pewną serią. Recenzja przy okazji. Aktualnie czekam na pewną większą paczkę oraz sprowadzaną z USA, która powinna niedługo przybyć, i ostatni nabytek – poszukiwane serie od kilku lat w dobrej cenie. Dobra passa trwa. Czas na nowinki wydawnicze. Mało się ostatnio dzieje, a ja sporo wpisów dodaję, więc tym bardziej jest ciężko. Mondo uruchomiło preorder do soundtracku na winylu od „Modest Heroes: Ponoc Short Films Theatre, Vol 1”. Spóźniliście się z VN Aokana? Pre-ordery na edycję fizyczną i dodatki ciągle do nabycia. Szykuje się KS dla pewnej powieści wizualnej. Wystartuje za parę dni. Możliwe, że pojawi się wpis na ten temat. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest drugi tom mangi Planetes. Postanowiłem nie zwlekać z tym tematem i zrecenzować wam go bez jakiś dłuższych przerw. Wytrwałem w tym zamierzeniu, czego owocem są te słowa. Dobra, takie tam gadanie, a chciałem mieć to z głowy. Jak już ostatnim razem wspominałem, jest to pozycja dla mnie bardzo udana i wyjątkowa zarazem. Łączy kapitalne elementy w świetny sposób, a dodatkowo zwyczajnie brakuje u nas takich historii – ogólnie ich w sumie dużo nie ma. Drugi tom jest w pewnym sensie ciekawszy od poprzedniego, a bardziej może: taki jest, gdy się zna animowaną serię. Dlaczego? To proste, bo właśnie ekranizacja mieści się w pierwszym tomie + rozszerza pewne wątki, bo brakowało twórcom materiału. Dlatego też jest tam mocno eksponowany wątek terroryzmu, gdy w mandze szybko ucicha. Co się tutaj dzieje? Ano całkiem sporo. Ta część opowieści dużo mocniej koncentruje się na bohaterach, przybliżając przeszłość Fee, Tanabe, ale też ukazując zamierzchły epizod z ekspedycji na Marsa, w której uczestniczył Gorou. Wątki obyczajowe właściwie dominują i sporo akcji rozgrywa się na Ziemi, w domu Fee, zaś dużo czasu poświęcono na ukazanie stopniowego zbliżania się do siebie bohaterów. Zupełnie nie pasuje do tego wątek kosmicznej wojny, czy raczej jednostronnej akcji odwetowej, który sprawdza się co najwyżej jako środek pomocny w zrozumieniu poczynań Fee, ale sam w sobie raczej ciągnie fabułę w dół. Drugi tom polskiego wydania to także zamknięcie historii otwartym zakończeniem, jak przystało na dobrą opowieść obyczajową. W końcu wszystko, czego chcieliśmy się dowiedzieć o bohaterach, zostało już powiedziane. Pod względem tłumaczeniowym czy wydawniczym jest to wysoka półka. Mamy piękny papier, nic nie przebija przez kartki, a czerń jest faktycznie ciemna jak smoła. Doczekaliśmy się kilku przypisów, które w tej pozycji mogą ułatwić czytanie nieobeznanym z tematem czytelnikom. Zanim przejdziemy do detali, standardowa zapowiedź wydawcy.
Hachimaki, członek załogi statku kosmicznych śmieciarzy, postanawia spełnić swe marzenie o eksploracji kosmosu i zgłosić się na ochotnika do pierwszej załogowej wyprawy na Jowisza. Realizacja tego pomysłu okazuje się jednak dość trudna – w wieloetapowym procesie selekcji trzeba pokonać nie tylko innych kontrkandydatów, ale i własne słabości… Dzięki silnej woli i wyjątkowej determinacji Hachimakiemu udaje się pomyślnie przejść wszystkie egzaminy, dzięki czemu staje się pełnoprawnym członkiem wyprawy na Jowisza. Jak załoga „Toy Boxa” poradzi sobie z jego absencją? Czy Hachimaki zdoła tak po prostu porzucić swe dotychczasowe życie? Jaką rolę odegra Tanabe, nowo poznana koleżanka, która ma go zastąpić w pracy na śmieciarce?
Start ekspedycji zbliża się wielkimi krokami. Tymczasem w przestrzeni kosmicznej wokół Ziemi dochodzi do poważnego konfliktu ze śmieciami w tle, w którego centrum niespodziewanie znajduje się… Fee Carmichael.
IMG_9312_wynik
Specyfika wydania:
Liczba stron: 556
Format: A5 (14,5cm x 20,5cm)
Oprawa: miękka, obwoluta
IMG_9313_wynik
Na wstępie warto napisać, że tom jest dłuższy od poprzednika o prawie sto stron. Wynik to naprawdę niezły. Jak wspominałem, papier jest świetnej jakości, tak samo jakość wydruku – trudno się do czegoś przyczepić. Część fanów narzekała na objętość tomiku i trudności związane z czytaniem – przeglądaniem obrazków na dwóch stronach. Taka już wada opasłych wydawnictw.
IMG_9314_wynik
W tomiku mamy sporo kolorowych stron, bo aż czterdzieści cztery. Trzeba przyznać, że wynik to niezły, ale też zaznaczyć, iż to zbiór kilku – taki omnibus (jeśli mnie pamięć nie myli, tak się nazywało takie twory). W każdym razie jest co podziwiać.
IMG_9315_wynik
Na zakończenie podpowiem, że przed lekturą tego tomu warto zapoznać się z Guskou Budori no Genki („The Life of Budori Gusuko”) albo przynajmniej z animowaną adaptacją tegoż, gdyż do dziejów tej postaci literackiej kilkukrotnie odwołują się bohaterowie. A ponadto anime było naprawdę ładne i świetnie zrealizowane. Muszę wam w końcu zrecenzować moje wydanie tego filmu, bo mam go w kolekcji.
Podsumowanie: Kapitalna manga w końcu po polsku. Radzę brać, póki jest, bo jeszcze wam przepadnie i będziecie żałować. Wprawdzie w przypadku tego wydawnictwa to raczej wykluczone, bo są znani z ponownych wydruków swoich tytułów, chyba że zaznaczają inną sytuację od razu. Kapitalna historia, która wciąga i jest dosyć unikatowa – i to nie tylko na naszym ryneczku. To tyle na dzisiaj, miłego.

[MANGA PL] BATTLE ANGEL ALITA (TOM 3)

Z małym opóźnieniem prezentuję wam kolejny wpis. Ciągle zapominam o tych usprawnieniach na stronie, ale na razie wolę coś podgonić wpisy, bo masę mam do opisania fajnych rzeczy, a pewnie kolejne się pojawią. Ale nie zapominam o nich. Czas zaczynać. Dotarły do mnie tylko jakieś pre-ordery mang z naszego ryneczku. Na większe rzeczy trzeba będzie poczekać, ale mam co nadrabiać, więc spokojnie. Czas na nowinki wydawnicze. Ruszył pre-order do winylowego wydawnictwa soundtracku od Tenki no Ko (Weathering with You) przygotowanego przez RADWIMPS – od najnowszego filmu Makoto Shinkaia. Mam od jego poprzedniego hitu, czyli Kimi no Na wa. i bardzo mi się podoba, tu jest podobnie, więc zdecydowanie do zastanowienia. Waneko dzisiaj ogłosiło jednotomówki: Itsuya-san od Mizu Saharami, Maho-tan – Katsuji Chuudoku-sha no Mahon Tansaku, Arui wa Ura Toshokan no Koto od Uta Isaki, Kimi wa Tsukiyo ni Hikari Kagayaku od Ioundraw, Sano Tetsuya, Matsuse Taichi i pojedynczy tytuł – Bouzu to Kumo od Haji. Same te tytuły jakieś niszowe i średnio mnie zainteresowały. To tyle na dzisiaj, lecimy z tematem głównym.
Dzisiejszym gościem honorowym jest trzeci tom wznowionej mangi Battle Angel Alita wydawanej przez wydawnictwo JPF. Mamy tutaj „drobne” opóźnienie, jeśli chodzi o tę recenzję. Wprawdzie nigdy tutaj jakoś specjalnie nie starałem się pisać premierowych wpisów – daleko mi zawsze było do tych pogoni za byciem pierwszą osobą w sieci z jakąś opinią, ale i tak zdecydowanie zaspałem. Nie będę tu ukrywał, że miały to być opisy w stylu „patrzcie, co straciliście, może warto szukać na aukcjach i brać kolejne, zanim zanikną”. Tak, tom czwarty jest ciągle dostępny w pre-orderze i jeszcze przez jakiś czas ten stan nie ulegnie zmianie, bo premiera jest zapowiadana na koniec roku. Będzie to zakończenie głównej serii, która jest „tylko” wznowieniem. Dlaczego podkreśliłem to słowo? Ponieważ ta pozycja zniknęła na wiele lat, a teraz powróciła w pięknych wydaniach, na które się składa: wielki format, twarde oprawy, piękny papier, poprawione tłumaczenie itd. To naprawdę coś wspaniałego, a w szczególności dla fanów gatunku. Jak już kiedyś wspominałem, dawno temu marzyło mi się takie wydanie tej mangi. Jednak najlepsze przed nami, czyli kolejne tomy tej opowieści. Już zacieram rączki. Dobra, skoczyliśmy w przyszłość, a co się dzieje w tym tomie, ktoś spyta, i słusznie. Odpowiadając na pytanie, pojawia się kolejny istotny bohater – profesor Disto Nova, podobnie jak Ido wygnaniec z Zalemu i specjalista od nanotechnologii. Jak przystało na prawdziwego naukowca, jest kompletnie obłąkany (aczkolwiek miejsce klasycznego Igora zajmuje urocza asystentka). Pasją naszego profesora jest teoria przeznaczenia, którą zgłębia w dosyć nieortodoksyjny sposób (prowadząc zakrojone na szeroką skalę eksperymenty z zastosowaniem broni masowego rażenia). Dalsza część w dużej mierze związana będzie właśnie z Novą, który stopniowo wyrasta na głównego antagonistę, mroczny intelekt kryjący się za dotychczasowymi przeciwnikami. Co tam jeszcze mamy? W nagrodę za powstrzymanie oszalałego Zapana (pamiętacie teko skurczybyka?) Alita zostaje skazana na śmierć. Ratunek nadchodzi już na etapie drogi do śmietnika. Bigot Eisenberg, szef Urzędu Obserwacji Ziemi, przedstawia Alicie propozycję nie do odrzucenia: koniec w śmietniku lub praca dla Zalemu. Jak można się domyślić, nasza bohaterka wybiera dalszą egzystencję, tym bardziej że jej pierwszym zadaniem ma być wytropienie i zniszczenie profesora Disty Novy. Zanim przejdę do opisu detali wydania i licznych dodatków, klasyczny już na blogu opis ze strony wydawcy:
Jak wiadomo, na złomowisku znaleźć można przeróżne cuda. Doktor Ido może jednak uważać się za wyjątkowego szczęściarza – pewnego dnia bowiem w stercie rupieci znajduje szczątki dziewczyny-cyborga. Zabiera ją do domu, daje nowe ciało, pomaga powrócić do normalnego funkcjonowania po zupełnej niemal utracie pamięci… i wszystko byłoby jak w dobrej futurystycznej bajce, gdyby nie fakt, że dobre futurystyczne bajki nie istnieją. Pewnego dnia okazuje się, że Alita – takie imię nadał dziewczynie Ido – posiada zdolności przewyższające nawet najwyższej klasy roboty bojowe…
Komentarz, który najczęściej chyba pojawia się wśród tych, którzy przeczytali „Alitę”, to po prostu: „kawał dobrej mangi!”. Ta historia spod znaku cyberpunk ma już stałe miejsce na liście żelaznej klasyki gatunku, doczekała się wersji animowanej, kontynuacji (o podtytułach „Last Order” i „Mars Chronicle”) i filmu aktorskiego (premiera w roku 2018)

Brutalna i zabawna, romantyczna i zaskakująca, a przede wszystkim – wciągająca jak diabli. Opowieści o pancernej pannie młodej nie da się chyba nie lubić.

Zanim przejdziemy do detali, wspomnę tylko, że tłumaczenie właściwie nie ma literówek. Chyba natrafiłem na dwie. Czcionka jest duża i czytelna a tekst klimatowy. Kolorowych grafik właściwie brak, bo mamy tylko powtórkę z okładki (swoją drogą na stronie wydawnictwa podają „kolorowe strony”, co jest drobnym przekłamaniem).
IMG_9658_wynik
Specyfika wydania:
Liczba stron: 448 (w tym 18 kolorowych)
Format: B5 (18,4cm x25,6cm)
Oprawa: twarda
IMG_9659_wynik
Manga została wydana w wersji deluxe w pre-orderze i taką tutaj wersję opisuję. Nie zastanawiałem się nawet chwilę, którą wybrać. Po kapitalnie przygotowanej edycji Blame wybór był oczywisty. Polscy fani już nie pogubili się przy paczkach i wiedzieli, gdzie szukać dodatków. Mają już doświadczenie w tych sprawach.
IMG_9660_wynik
Dostałem w formie pre-orderu dwa plakaty na twardej tekturze (jedna nawiązuje do okładki). Wszystko w klimacie mangi, więc fanom przypadnie na pewno do gustu. Całkiem nieźle.
IMG_9662_wynik
Samo wydanie prezentuje się, jak wspomnąłem wcześniej, znakomicie. Duży format pozwala zobaczenie szczegółów tych świetnych grafik. Twarda oprawa wygląda okazale i wyróżnia się na tle innych pozycji z naszego runku (chociaż są też takie i nie myślę tutaj tylko o wspominanym Blame).
IMG_9663_wynik
Podsumowanie: Zdecydowanie warto było zakupić tę pozycję. Jeśli się zastanawiacie, a widzicie ją na jakiejś aukcji za sensowną kwotę, bierzcie. Jeśli nie zależy wam na twardej oprawie, śmiało można kupować edycję standardową. Duży format ciągle nam zostaje, a i trochę zaoszczędzimy. Osobiście czekam na ostatni tom tej historii, czyli komplet na półce (a potem kontynuacje, które tylko zacząłem czytać i się zniechęciłem… skanami, których zwyczajnie nie trawię). Wydawnictwo wspominało, że preordery na edycję w twardej oprawie ostatniego tomu będą otwarte do końca listopada, jeśli mnie pamięć nie myli. Nie przegapcie tej daty. To tyle na dzisiaj i miłego.

[MANGA PL] Planetes (TOM 1)

Po lekkiej przerwie wracamy ze wpisami. Była zapowiadana, więc nie powinniście czuć się oszukani. Wracam wypoczęty i pełen zapału do pracy, oglądania i czytania, by wam recenzować swoje wydania. Na początek małe ogłoszenie. Postanowiłem lekko odkurzyć kolekcję, czego owocem są pewne wyprzedaże. Zapraszam zainteresowanych w to miejsce, klik. Zaczynajmy więc nasze standardowe wprowadzenie. Podczas tej nieobecności dotarły do mnie trzy małe paczuszki. W pierwszej znalazła się już raczej wyprzedana seria, którą nabyłem od znajomego. Zwyczajnie się z nią zgapiłem. Dalej mamy również pozycję aktualnie nieosiągalna, która trafiłem na amazonie. Chyba podczas porządków znaleźli jakieś kopie. Na koniec dwa pre-ordery mangowe, z czego pierwszy musiałem reklamować – niby już leci do mnie zamiennik. Czas na nowinki wydawnicze. Discotec ogłosił wydanie: Kyo Kara Maoh! R OVA Series (BD), 07-Ghost (BD), Space Adventure Cobra The Movie 4K ULTRA HD (UHD). No, Cobra w 4K (i to w takiej cenie), chyba będzie trzeba sobie nabyć w końcu odtwarzacz UHD. Aniplex zapowiedział wypuszczenie Natsume Yujin-Cho The Movie Ephemeral Bond (BD). VIZ natomiast uraczy nas ostatnią częścią powszechnie znanego hitu – Sailor Moon Sailor StarS Set 2 (BD/DVD). Trzeba sobie nadrobić tę serię, bo utknąłem gdzieś przy pierwszym sezonie, a to przecież klasyk i mieć trzeba. Critical Mass ogłosiło wydanie Angel Blade (BD). Skąd taki remaster wzięli, pojęcia nie mam. Mamy też zapowiedź Gundam Reconguista In G Movie Part 1 Perfect Pack (BD) – w Japonii i na sklepach USA w formie importu. Chyba poczekam na wydanie Anime Ltd. Na koniec nowinki z obozu Funimation: Chain Chronicle The Light Of Haecceitas (BD), Meiji Tokyo Renka (BD), Conception (BD) i Is This A Zombie? Complete Series (BD/DVD). Oczekiwałem w sumie Chain Chronicle w wersji limitowanej. Może nie było ciekawych dodatków, więc zrezygnowali? Kto ich tam wie. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest pierwszy tom mangi Planetes. Co tu dużo pisać. Po latach wyczekiwań fanów w końcu się pojawiła ta pozycja w naszym kraju. Chwilka, bo zabrzmiało to tak, jakby to była nowość. Oczywiście tak nie jest, bo premierę swoją miał ten tomik w 2016 roku. Mamy tutaj lekki poślizg, ale kto mi zabroni o tym dzisiaj napisać? Skłonił mnie do tego fakt powtarzania sobie niedawno tej pozycji. W każdym razie doczekaliśmy się. Fani tego tytułu mieli pierwszą z nim styczność dziesięć lat wcześniej, gdy ukazało się u nas anime o tym samym tytule. O ile seria jest świetna na obu tych płaszczyznach (mimo że odmienna), tak poziom wydawniczy już drastycznie u nas był różny. Co tu dużo pisać, anime miało koszmarne napisy – czasem się człowiek zastanawiał, jak te potworki słowne powstawały i wtedy zdawał sobie sprawę, że wydanie u nas dostępne było jedynie importem z Niemiec – z polską okładką – tam powstały napisy, więc miały „drobne” wpadki. Odłóżmy na bok te dywagacje na temat tego wydania, które od dawna nie jest dostępne, a swoją drogą za granicą wydawcy nie kwapią się do uraczenia nas remasterem na BD z Japonii – ciągle czekam. Może najpierw nakreślmy nieco fabułę tej pozycji. Jest rok 207X. Człowiek na dobre otworzył drzwi do czarnej, bezkresnej przestrzeni Kosmosu i teraz właśnie obiema nogami znalazł się po tej drugiej stronie… Jak na Ziemi, tak i w przestrzeni są zawody darzone większym lub mniejszym szacunkiem. Do tych ostatnich z pewnością należy „kosmiczny śmieciarz”, czyli zbieracz wszelkiego rodzaju odpadków (od śrub po stare satelity), które, okrążając Ziemię, stanowią zagrożenie dla kosmicznego ruchu. Jak się już można domyślić, bohaterami mangi jest właśnie taki zespół „śmieciarzy”, w którego skład wchodzą: czarnoskóra kapitan – Fee, młody Japończyk – Hachimaki, oraz rosyjskiego pochodzenia Yuri (oryginalnie zapewne Jurij), no i oczywiście ich statek – trzydziestoletni „Toy Box”. Na jego pokładzie wykonują swoją żmudną i niespecjalnie docenianą pracę. Dlaczego to robią? Każdy z własnych powodów – Yuri szuka pamiątki po żonie, która zginęła w katastrofie promu po zderzeniu z kosmicznym śmieciem, Fee ucieka przed sobą, a Hachimakiego goni ambicja – dalej w przestrzeń, do gwiazd. Tak więc, gdy na poważnie rusza projekt pionierskiej ekspedycji na Jowisza, Hachimaki zgłasza się, nie zastanawiając się ani chwili. Lecz zanim będzie mógł całkowicie oddać się treningowi, musi jeszcze wyszkolić nowego pracownika na swoje miejsce, a jest nim młoda idealistka – Tanabe. Jak się potoczą losy ekspedycji? Czy bohaterowie żyjący u schyłku XXI wieku znajdą odpowiedzi na swoje pytania? Tak to mniej więcej się zaczyna. Jak już pewne wszyscy zdają sobie sprawę (nawet ci, którzy w ogóle tytułu nie znają), mamy tutaj niesamowicie realnie nakreślony świat. Oczywiście można się do czegoś przyczepić, ale jak na mangę tego typu jest naprawdę nieźle. Nawet w anime już było bardziej „bajkowo” na tym polu. Dodajmy przy okazji, że manga bardziej skupia się na przedstawieniu świata, niż na fabule, czy jakimś konkretnym wątku, gdzie w anime jest lekko odwrotnie, chociaż do przesady. W mandze mamy też więcej historii pokazanej (dalsza część zamiast komediowych wstawek – filerowatych). Moim skromnym zdaniem jest to pozycja bardzo dobra, którą dodatkowo można czytać wielokrotnie. Po prostu wciąga w swój świat i nie pozwala z niego wyjść aż do zakończenia lektury. Nie jest bardzo długa (tak, wiem, i tak treści jest sporo, ale to nie tasiemce lub dwunastu tomikowe historie), więc ułatwia to sprawę. Radzę dać szanse, później mi podziękujecie. Pod względem tłumaczeniowym czy wydawniczym jest to wysoka półka. Mamy piękny papier, nic nie przebija przez kartki, a czerń jest faktycznie ciemna jak smoła. Doczekaliśmy się kilku przypisów, które w tej pozycji mogą ułatwić czytanie nieobeznanym z tematem czytelnikom. Zanim przejdziemy do detali, standardowa zapowiedź wydawcy.
Ludzkość dokonała sporych postępów w dziedzinie eksploracji kosmosu. To jednak ma swoją cenę – przestrzeń kosmiczna staje się coraz bardziej zanieczyszczona wszelkiego rodzaju odpadami. Jest jednak ktoś, kto czuwa nad jej czystością. Poznajcie załogę statku „Toy Box”, przemierzającą przestrzeń kosmiczną w poszukiwaniu potencjalnie niebezpiecznych śmieci. Hachimaki i jego współpracownicy dokładają wszelkich starań, by kosmos stał się choć trochę czystszym miejscem. Oto ekipa kosmicznych śmieciarzy!
IMG_9362_wynik
Specyfika wydania:
Liczba stron: 480
Format: A5 (14,5cm x 20,5cm)
Oprawa: miękka, obwoluta
IMG_9310_wynik
W ramach gratisu do pre-orderu była dodawana zakładka. Później ją można było otrzymać za punkty w sklepie. Wewnątrz komiksu znalazł się dodatek w postaci yonkomy przedstawiającej historyjki z codziennego życia załogi „Toy Boxa”. Jak wspominałem, papier jest świetnej jakości, tak samo jakość wydruku – trudno się do czegoś przyczepić. Część fanów narzekała na objętość tomiku i trudności związane z czytaniem – przeglądaniem obrazków na dwóch stronach. Taka już wada opasłych wydawnictw.
IMG_9311_wynik
W tomiku mamy sporo kolorowych stron, bo aż trzydzieści sześć. Trzeba przyznać, że wynik to niezły, ale też zaznaczyć, iż to zbiór kilku – taki omnibus (jeśli mnie pamięć nie myli, tak się nazywało takie twory). W każdym razie jest co podziwiać.
Podsumowanie: Kapitalna manga w końcu po polsku. Radzę brać, póki jest, bo jeszcze wam przepadnie i będziecie żałować. Wprawdzie w przypadku tego wydawnictwa to raczej wykluczone, bo są znani z ponownych wydruków swoich tytułów, chyba że zaznaczają inną sytuację od razu. Kapitalna historia, która wciąga i jest dosyć unikatowa – i to nie tylko na naszym ryneczku. To tyle na dzisiaj, miłego.

[MANGA PL] Ayako

Ponownie mamy nieplanowaną przerwę, którą sponsoruje trwający upał (niby od jutra ma być znacznie lepiej, oby, bo się roztopię ^^) i najnowszy album grupy Tool – czekałem 13 lat i jest super. Właśnie zdałem sobie sprawę, że zapomniałem o poprawkach na stronie, ale chyba nikogo nie dziwi, że ich nie ma (skoro ze wpisami jest krucho). Czas na standardowe nowinki. W ostatnim tygodniu dotarła do mnie jedna paczuszka. Aktualnie czekam na jeszcze jedną oraz najnowszy zakup, czyli serii, która jest właściwie wyprzedana. Później raczej będzie cisza, pomijając jakieś mangi z prenumeraty i taka większa paczucha pod koniec miesiąca. Mam co oglądać i czytać, zresztą nie tylko hobby człowiek żyje. Czas na nowinki wydawnicze. Mamy zapowiedź od VIZ: Castlevania Season 2 na BD (to w sumie nie anime, ale większość ludzi wrzuca je z nim do jednego worka, więc nie będę gorszy). Shout Factory potwierdziło plotki i zapowiedziało Millennium Actress na BD/DVD. To właściwie wszystko, ale wspomnę jeszcze o starcie pre-orderu do KOS-MOS od GSM, czyli trzeciej postaci z Xenoblade Chronicles 2. Ostatnie dwie bardzo szybko się wyprzedały i osiągają wręcz kosmiczne ceny. Radzę się szybko zastanawiać, bo szykuje się podobna sytuacja (tym bardziej że wygląda cudnie). Swoją rezerwację już zrobiłem. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest manga Ayako Osamu Tezuki, która została wydana w naszym kraju przez Waneko. Dodajmy do tego, że jest to kolejna pozycja (bo parę takich mamy) w ramach 20-lecia wydawnictwa. Jeśli takie perełki mają się ukazywać na rocznicach, to ja je chce co roku. Nie ma tu nawet grama przesady, bo w tym roku to Waneko wygrało pod względem zapowiedzi. Dzisiaj opisywana pozycja jest tego doskonałym przykładem. Po pierwsze to powieść kapitalnie napisana, świetnie prowadzona, zaskakująca i przypominająca filmy czy inne dzieła literackie, czy komiksowe, a jednak różniąca się od nich rozpisaną historią – diabeł tkwi w szczegółach. Dodatkowo mamy tutaj kapitalnie wydaną mangę, bo naprawdę trudno jej coś zarzucić, a pochwalić można naprawdę sporo. Na koniec dochodzi fakt, że została wydana w jednym tomie, co pozwoliło ją przeczytać od razu w całości i pozostawić na kolejny raz, bo wygląda naprawdę dobrze. Nawet cenowo jest dosyć strasznie, ktoś może powiedzieć, ale przy tym wydaniu i liczbie stron, jest to świetna inwestycja. Dobra, ale o czym to właściwie jest, ktoś spyta. Akcja tej toczącej się na przestrzeni niemal dwudziestu lat mangi rozpoczyna się w 1949, kiedy z obozu jenieckiego powraca do Japonii młody Jiro Tenge, potomek starego ziemiańskiego rodu. Okazuje się jednak, że przyjazd do ojczyzny nie jest dlań końcem wszystkich nieszczęść. W tle rodzinnego dramatu, zaczynające się powoli rozwijać wraz z przybyciem Jiro, rozgrywa się wielka i mniejsza historia, w którą główny bohater zostaje wplątany wbrew swojej woli. W czasie pobytu w obozie jenieckim został zwerbowany przez amerykański wywiad i donosił na współwięźniów. Szantażowany, zgadza się teraz na współpracę z tajnymi służbami, które prowadzą w Japonii działania zmierzające do zażegnania zagrożenia komunistycznego. Zmiażdżony przez wojnę, powoli podnoszący się z kolan kraj znajduje się cały czas na granicy kryzysu i załamania, z czego chętnie korzystają komuniści. Wplątany w działania przeciwko nim Jiro bierze udział w akcji kończącej się zamordowaniem jednego z komunistycznych przywódców. W międzyczasie odkrywa, że dziewczyną i bliską współpracowniczką ofiary była jego siostra, uwielbiana przez całą rodzinę Naoko. I tak wielka polityka miesza się z rodzinną tragedią rodu Tenge, której największą, choć całkowicie niewinną ofiarą stanie się mała Ayako. Mamy tu tło historyczne, którego wplątywaniem lubował się autor, wątki prześladowań, zemsty, ukrywania prawdy oraz przewijający się bardzo często morał prawdy wychodzącej na jaw – czasem szybko, a innym razem po wielu latach. Jeszcze w ramach tradycji… Zacytujmy opis od wydawnictwa Waneko:
Japonia, rok 1949. Do kraju powraca Jirou Tenge, tajny współpracownik amerykańskich władz okupacyjnych. Oficjalnie udaje się do niewielkiej miejscowości Jodojama, w regionie Tohoku, gdzie mieści się posiadłość jego ojca. Nie zamierza jednak poświęcać się rodzinie, otrzymał już bowiem pierwsze zadanie. Ma zlikwidować chłopaka, swojej siostry, Naoko, który, podobnie jak ona jest zaangażowany w działalność ruchu komunistycznego. W noc morderstwa, gdy usiłuje uprać zakrwawioną koszulę, zostaje zauważony przez służącą Oryo i kilkuletnią siostrzyczkę, Ayako. Jirou wie, że musi pozbyć się niewygodnych świadków… Jakiś czas później Dyrektor Japońskich Kolei Państwowych zostaje przejechany przez pociąg. Wypadek w zadziwiający sposób przypomina morderstwo chłopaka Naoko… Tymczasem okazuje się, że Ichirou, najstarszy syn głowy rodu Tenge, ulegając namowom ojca, czasami „wypożycza” mu swoją żonę. W zamian Sakaemon obiecuje zapisać pierworodnemu cały majątek. Czyim dzieckiem jest mała Ayako? Czy zdecyduje w jej sprawie rodzina, chcąc za wszelką cenę zatuszować zbrodnię Jirou, by nie dopuścić do skandalu?
Trudno mi ocenić tłumaczenie, bo nie porównywałem go z japońskim czy angielskim (z tym pierwszym miałbym i tak spory problem), ale wydaje się poprawne, dialogi żywe i naturalne, więc moim zdaniem jest bardzo dobrze. Co ciekawe właściwie nie napotkałem tutaj literówek, a przy takiej liczbie stron to niewątpliwy sukces. Czas na detale dotyczące wydania.
IMG_9290_wynik
Specyfika wydania:
Liczba stron: 700
Format: A4 (16,5 x 23,5cm)
Oprawa: twarda
IMG_9291_wynik
Zacznijmy może od zewnętrznych aspektów. Piękne wydanie, twarda okładka, papier co prawda niezbyt atrakcyjny, ale tomiszcze tych rozmiarów okazało się bardzo lekkie i w związku z tym nie odczułem dyskomfortu podczas czytania. Zdecydowanie wszystko na plus. Dodajmy do tego wspomnianą okładkę, która robi świetne wrażenie – minimalizm w cenie. Aha, nie wspominałem w sumie, a to kolejna zaleta. Tomik jest szyty, co zapewni mu dodatkową trwałość mimo upływu lat. Niewątpliwie jest to droższa pozycja, ale świetnie wydana i kapitalna sama w sobie.
IMG_9292_wynik
Jest tomisko grube, a nawet boczna część wypada świetnie.
IMG_9293_wynik
Podsumowanie: Kultowa manga niesamowitego twórcy w końcu po polsku. Niesamowita i dojrzała historia, której akcja rozgrywa w powojennej Japonii i ciągnie przez lata. Ukazuje między innymi aspekt zmiany w psychice dziewczynki odizolowanej od reszty świata i jej zemsty. To wszystko wydane z niewątpliwą dbałością o szczegóły. Wydanie raczej należy do trochę droższych, ale jest zdecydowanie warte swojej ceny. Zdecydowanie polecam i zachęcam do zakupu i dodania do kolekcji. Na koniec jeszcze wielkie podziękowania dla Waneko za wydanie tej pozycji. Brawo! To tyle na dzisiaj, miłego.