[Light Novel] Puste granice: Ogród grzeszników

Tym razem ponownie bez opóźnień. Trzymam ostatnio formę, więc pewnie lada chwila pojawi się jakaś nieoczekiwana cisza. Z zakupów dotarła do mnie jedna mała paczuszka i udało mi się wylicytować za stosunkowo niską kwotę (tak z 40-50% taniej niż to widuję od ponad roku, więc właściwie cena premierowa) poszukiwany przedmiot. Jak kiedyś tam przypełznie, to się opisze. Czas na nowinki wydawnicze. Sentai ogłosiło: Tada Never Falls In Love Premium Box Set (BD, będzie też edycja standardowa), Initial D Legend Theatrical Collection (BD, trzy filmy), The Book Of Bantorra Complete Collection (BD), Di Gi Charat Ultimate Collection (SD-BD), This Art Club Has A Problem (BD). U Anime Ltd ruszył pre-order Mirai – Blu-ray/DVD Collector’s Edition (z soundtrackiem na CD). Waneko natomiast ogłosiło Shirahime Syo grupy CLAMP. Mamy tu parę fajnych pozycji, jest na co czekać. Lecimy z tematem głównym.
Dzisiejszym gościem honorowym jest tom pierwszy LN o tytule Puste granice: Ogród grzeszników (szeroko znane jako Garden of Sinners: Kara no kyōkai). Tak, dzisiaj może nieco niespodziewanie prezentuję wam pierwszą recenzję LN w historii mojego blogu. Wybrany tytuł jest bardzo bliski mojemu sercu. Nie od dzisiaj wiadomo (chyba każdy zauważył?), że jestem wielkim fanem tego cyklu. W tym miejscu muszę złożyć wielkie podziękowania wydawnictwu Kotori, które zdecydowało się wydać ten tytuł w naszym kraju. Wielkie dziękuję, nigdy wam tego nie zapomnę. Przy okazji mała dygresja na ich temat. Szczerze mnie zaskakują swoją działalności. Początkowo zaczynali jako wydawnictwo bardziej kojarzące się z BL, by po jakimś czasie być głównym „dostawcą” LN w Polsce. Oddają w ręce fanów najwięcej tytułów ze wszystkich. W dodatku ich wydania tych tomików najbardziej mi pasują – poręczne, bez obwolut – tylko okładka ze skrzydełkami, ciekawy dobór tytułów itd. Już pominę nawet w tym momencie, że mangi też wybierają bardzo interesujące (np. Rycerze Sidoni). Wróćmy do Pustych granic. Niestety, moi drodzy, fani nie stanęli na wysokości zadania. Tytuł sprzedał się zwyczajnie słabo. Ogólnie wygląda na to, że Type Moon (Nasuverse) spotyka się w naszym kraju z niezbyt wysoką popularnością, ponieważ podobny los spotkało Fate/Zero (też niebawem opiszę). Niezmiernie mnie to smuci, bo w związku z powyższym, nie ma szans na kolejne tytuły w naszym kraju. Chyba że nagle fanodom się obudzi z letargu i coś z tym zrobi. Dobra, przejdźmy do samej pozycji, bo nie jest to miejsce na jakieś wytkanie palcami. Jako fan Garden of Sinners mogę powiedzieć, że w medium LN również mnie ta pozycja zachwyciła, bo lektura Pustych granic faktycznie potraci wciągnąć. Autor stawia przed czytelnikiem pewne wymagania, oczekuje od niego skupienia, uwagi i pamięci o zaprezentowanych wcześniej faktach. W dodatku jest to powieść detektywistyczna/kryminalna (z elementami horroru czy thrillera) z nieposegregowaną chronologicznie fabułą (pamiętacie kolejność filmów, tu jest podobnie). Jest też typowym przedstawicielem urban fantasy (chyba tak się to nazywa), gdzie w realiach wielkomiejskich zderzają się ze sobą światy magii i nauki. Według przypisu z tomiku Puste granice zapoczątkowały w Japonii nurt „nowej fantastyki”. Może to i prawda. Jeśli chodzi zaś o fabułę… Historia pierwszego tomu dzieli się niejako na dwie połowy. Pierwsza koncentruje się na postaci Shiki Ryogi, jej życiu przed wypadkiem i relacjach z Mikiyią, a także serii zabójstw mających w tym czasie miejsce. Następnie przeskakujemy do zasadniczej części, rozgrywającej się w „teraźniejszości”, gdzie tym razem osią fabuły jest historia Fujino Asagami, obdarzonej telekinetycznymi zdolnościami zabójczyni, chcącej pomścić wyrządzone jej krzywdy. Daje się zauważyć, że ta druga połowa jest napisana nieco przejrzyściej, jakby autor wiedział już, co i jak chce tworzyć, zaś z chaosu prologu zaczął wyłaniać się pewien bardziej konkretny kształt. Z drugiej strony, ograniczenie karuzeli narracyjnej zostaje zastąpione przez jeszcze większą ilość danych oraz dłuższych i prowadzonych niekiedy zgoła nie lightnovelowym stylem, rozmów. Książka niezmiennie pozostaje lekturą gdzieś tak o klasę – dwie bardziej wymagającą niż przeciętny przedstawiciel swojego gatunku. Reasumują, jest to niezwykle wciągająca historia. Przyznam szczerze, że na razie chyba ona najbardziej mnie wciągnęła z wszystkich LN. Chciałbym się przekonać, chociaż jest to oczywiście niemożliwe, czy tak samo by było, gdybym ją czytał przed oglądaniem adaptacji. Polecać fanom Nasuverse nie ma potrzeby, więc kto inny może sięgnąć? Każdy, a przede wszystkim fani mrocznych klimatów, magi, thrillera, powieści detektywistycznych lub zwyczajnie nieco innego typu LN, bo moim zdaniem do takich ta należy. Zanim przejdziemy do aspektów technicznych, jeszcze opis tomiku ze strony wydawcy:
Po przebudzeniu się z dwuletniej śpiączki Shiki Ryōgi traci pamięć, ale w zamian zyskuje Mistyczne Oczy Widzenia Śmierci, które pozwalają jej zobaczyć śmierć wszelkich bytów. Odbijający się w nożu Shiki codzienny, zwykły świat nieustannie miesza się z innym, niezwykłym…
Puste granice, pierwotnie wydane jako legendarna już amatorska publikacja, to powieść, która zapoczątkowała w Japonii ruch „nowej fantastyki” i zyskała status historycznego arcydzieła.

IMG_9010_wynik

Specyfika wydania:
Liczba stron: 222
Format: A6 (13.0×18.2 cm)
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

IMG_9011_wynik

Mamy tutaj, jak wspominałem wcześniej w przypadku tego wydawnictwa, bardzo przyjemny format wydania. Tomik jest poręczny, dobrze wydany z oprawą ze skrzydełkami. Niestety wielu grafik kolorowych tu nie uświadczymy, ale tak już było w oryginale. Pod względem tłumaczenia (przynajmniej na czuja) jest całkiem nieźle, chociaż pojawiały się (raz czy dwa) jakieś jakby nazbyt przekombinowane dialogi. Widziałem też jakieś pojedyncze literówki, ale nie było tego zdecydowanie wiele. Generalnie dobrze się to czyta i bez zgrzytów, a to jest najważniejsze. Pokuszę się o stwierdzenie, że osoba odpowiedzialna za tłumaczenie oddała klimat serii w doborze słów. Jest to najkrótsza część tego trzytomowego cyklu. O największej wadzie wspomnę przy trzecim tomie.

IMG_9012_wynik

Podsumowanie: pierwowzór kapitalnego cyklu zawitał do naszego kraju, a nasi fani nie pobiegli do sklepów tak licznie, jak liczył wydawca. Może jeszcze da się coś zmienić? Polecam gorąco wszystkim, a przede wszystkim fanom powieści detektywistycznych, lekko mroczniejszych tematów z odrobiną magii czy thrillera. Pochłonie was bez reszty, a przynajmniej taką mam nadzieje. Ciągle dostępna i czeka na fanów nowych i starych. Nie przegapcie tej okazji, bo jak zaniknie, nie wiadomo, kiedy zostanie wznowiona. Ciągle brak tego tytułu za granica powinien zachęcić tym bardziej do sięgnięcia po rodzime wydanie. To tyle na dzisiaj, miłego.
Reklamy

[ANIME BD] Your Lie in April: Part 2 – Collector’s Edition

Dzisiaj udało się wyrobić ze wpisem i nie mamy opóźnień. Pogoda utrzymuje się w tropikalnym, czy bardziej afrykańskim klimacie, ale jakoś wyrabiam normę. Czas na nowinki. Udało mi się kupić brakujący numer Kawaii w antykwariacie. Dotarła do mnie jedna paczuszka, ale czekam na inne. Czas na nowinki wydawnicze. Na E3 potwierdzono doniesienia dotyczące Ni No Kuni – będzie remaster i pojawi się na PC. Dalej pojawiła się data premiery długo wyczekiwanego remasteru Final Fantasy 7. Alez to cudowne. Mamy też zapowiedzi od Sekai Project: Project Lux na PlayStation®VR, Root Double na Nintendo Switch™, fault: milestone one na Nintendo Switch™, PlayStation®4, PlayStation®Vita, Tokyo Chronos na PlayStation®VR, Hear of the Eoods na Nintendo Switch™, World End Economica na Nintendo Switch™, PlayStation®4, PlayStation®Vita, arcissu ~Lumière éternelle edition~ na Nintendo Switch™, PlayStation®4 i Undead Darlings ~no cure for love~ na PlayStation®4.
Dzisiejszym gościem honorowym jest kolejny nabytek z wyprzedaży od Anime Ltd, czyli Your Lie in April: Part 2 z artbookiem. Tak, nikt się nie spodziewał. Dobra, żarty na bok. Kupowałem w pakiecie tę serię, co oczywiście było dobrą opcją, bo mam komplet od razu i nie muszę się martwić o brak jakiegoś partu (jak to było z jedną serią, z którą przez jakiś czas taki problem był). W każdym razie tutaj obyło się bez trudności. Zanim napiszę trochę o wydaniu, które niewątpliwie przypomina część pierwszą, trochę o serii. Ostatnio ją opisywałem, więc nie będę się specjalnie powtarzał. Fabuła tego anime jest jedną z jego najmocniejszych stron. Oczywiście nie ustrzegło się całkowicie przed pewnymi schematami i rozwiązanie niektórych wątków można przewidzieć, jednak cała fabuła jest skonstruowana bardzo dobrze, i do końca nie wiadomo, jak rozwiążą się najważniejsze wątki. A tych jest mnóstwo. Poczynając oczywiście od znajomości Kaori i Arimy, poprzez relację z jego przyjaciółmi i dwójką głównych rywali z konkursów pianistycznych, w których dawniej startował (Emi Igawą oraz Takeshi Aizą), aż po odkrywanie jego relacji z matką, stosunku do muzyki i poszukiwania swojego własnego „ja”, nie tylko w świecie muzycznym. Zaś największą tajemnicę zdaje się skrywać Kaori. Odkrywanie kolejnych fragmentów układanki i słuchanie pięknej muzyki wraz z aranżacją jest niezwykłym przeżyciem, do którego bardzo zachęcam. Przejdźmy do detali. Jak wspominałem przy pierwszej części, mamy tutaj te same płyty co u Aniplexu, co oznacza mniej więcej tyle, że jest świetne kodowanie. Jakość żyleta. Napisy są zdecydowanie okej, chociaż w dwóch miejscach widziałem jakieś literówki, czy tam średnio dopasowany dialog (a z audio brzmiało jak coś lekko innego). Czas na detale na temat wydania.
IMG_8814_wynik
Specyfika wydania:
Języki: japoński, angielski
Dźwięk: LPCM 2.0 japoński, angielski
Rozdzielczość: 1080p HD
Format obrazu: 16:9
Region: B
Napisy: angielskie
Dyski: 2xBD
Lista odcinków z wydania:
12. Twinkle Little Star
13. Love`s Sadness
14. Footprints
15. Liar
16. Two of a Kind
17. Twilight
18. Hearts Come Together
19. Goodbye Hero
20. Hand in Hand
21. Snow
22. Spring Wind
IMG_8815_wynik
Mamy tutaj box, w którym umieszczono digipack oraz artbook. Wszystko można włożyć do artboxu z części pierwszej. Nie została dalej poprawiona jedyna wada tego wydania (pomijając ciągły brak OST-u) – nie dodano OAV do tej serii. Można to łatwo wytłumaczyć – było dodawane do mangi w Japonii, więc to odrębne licencje i kłopotliwa sprawa (w dodatku była tylko na DVD i w sumie średnio wyszła), ale jednak wspomnieć musiałem.
IMG_8816_wynik
Zewnętrzna część digipacku, który się znajduje w środku. W sumie nie wspominałem, ale seria ta jest znana polskim fanom dzięki wydawnictwu Studio JG za sprawą wydawanej przez nich mangi o tym samym tytule.
IMG_8817_wynik
Wewnętrzna strona digipacku, czyli płyty. Muszę przyznać, że artwork bardzo mnie przekonuje. Jest dopasowany, ciekawy, bez powtórzeń i pochodzi z wydania oryginalnego. Tak jak lubię.
IMG_8818_wynik
Czas na coś nowego, czyli artbook. Jeśli tak mogę nazwać tę książeczkę na dwadzieścia osiem stron. Myślę, że to nie kłamstwo, ponieważ w środku mamy wizerunki postaci i masę grafik promocyjnych lub kadrów z tej produkcji. Wszystko dobrze przygotowane.
IMG_8839_wynik
Tutaj przykładowe strony ze środka. Pewnie fani tej produkcji lub osoby przeglądające zapowiedzi serii różnego typu rozpoznają powyższe grafiki.
Podsumowanie: Druga część bardzo rozpoznawalnej serii, która spotkała się z niemałym sukcesem. Fani muzyki klasycznej, okruchów życia, czy tam wyciskaczy łez będą wniebowzięci. Zdecydowanie polecam. Pomimo kilku wad, jest to ciekawa pozycja, która zapada w pamięci. Opisywane tutaj wydanie jest aktualnie wyprzedane u wydawcy. Należy szukać po sklepach lub aukcjach, może jeszcze się gdzieś trafi, ale to ostatni moment. To tyle na dzisiaj, miłego.

[CZASOPISMO] KAWAII (48)

Tym razem bez większych opóźnień prezentuję wam nowy wpis. Ma to swoje wady, o czym za chwilę się przekonacie. No to lecimy. Jeśli chodzi o nowinki zakupowe, to ich właściwie nie ma, bo nic nowego nie kupowałem i nic nie przypełzło. Czas na nowinki wydawnicze. Tutaj również nie jest za różowo, więc się trochę poratuję konferencją gamingową, czyli E3. Podano premierę długo wyczekiwanej pozycji, czyli remake Final Fantasy 7 – pojawi się w marcu przyszłego roku. Na razie brak informacji o edycji na PC, więc czekam dalej. Niedawno otrzymaliśmy jakiś przeciek o Ni No Kuni pierwszej części na PC – oby prawdziwy, bo chętnie bym zagrał. Na koniec mam dla was start pre-orderów do Ality filmu kinowego w naszym kraju. Aha, na sklepie rightstufanime (a także jednym z UK) pojawiło się ponownie w sprzedaży (po ponad roku nieobecności) limitowane wydanie pierwszego sezonu My Hero Academia. Jeśli ktoś poszukiwał, niech lepiej bierze, bo to penie „ponownie” ostatnia szansa. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest 48 numer magazynu Kawaii. Wiem, to dosyć niespodziewane, ale jakoś przypadkiem czytałem ostatni numer i zdałem sobie sprawę, że opisałem wam tylko pierwszy po wznowieniu. Dobra, wszystko fajnie, ale czemu akurat ten 48 teraz? Pewnie ktoś tak zapyta. Inny mu przytaknie i powie: Właśnie, czemu nie 47 (kolejny po tym, który opisywałem) lub 49 (ostatni wydany). Szybko odpowiadam, że 47 zwyczajnie nie mam. Postanowiłem sobie nabywać to czasopismo od tego 48 numeru. Ma swoje wady, nie przeczę, nie wszystko mi tu pasuje, część artykułów wygląda jak z innej epoki, ale mimo wszystko fajnie się to czyta i mogę taką sumę pieniędzy przeznaczyć na ten fandom w naszym kraju. Pewnie jak się zbierze więcej numerów, to sprzedam stare, więc jakichś wartości kolekcjonerskich szczególnych dla mnie to nie ma, ale na razie wam recenzuję ten temat. 46 numer też bym poczytał, ale zwyczajnie go przegapiłem. Nie potrzebuję go jakoś specjalnie, więc nie szukam po jakiś aukcjach, ale gdybym go tanio trafił, pewnie bym przygarnął (może się przejdę do antykwariatu, bo tam takie tematy bywają). Dobra, wróćmy może do samego numeru. Kupiłem go pewnego dnia w empiku. Akurat wpadłem do salonu i przyciągnął mnie swoją okładką. Głównie chodziło o serię, której grafika się tam pojawiła. To było jakoś po zapowiedziach związanych z tłumaczeniem tytułu mangi w naszym kraju. Adaptacja jest też przesympatyczna, więc sięgnąłem po magazyn. Po przewertowaniu treści skusiłem się, bo parę artykułów mnie zainteresowało. Zawsze przy takich recenzjach najbardziej bawi mnie (nie w złym tego słowa znaczeniu) czytanie innych opinii na znane mi produkcje. Skontrowanie swojej zawsze jest ciekawym doświadczeniem. Przykładem z poprzednio opisywanego numeru była kinówka Batmana – dzięki recenzji inaczej spojrzałem na ten tytuł. Tym razem było nieco podobnie np. przy opisie Goblin Slayera. Nie wszystko jednak zgrzyt w tym czasopiśmie. Nie podobają mi się, szczerze powiedziawszy, listy od fanów. Wiem, jak to brzmi, ale dla mnie to jakiś relikt przeszłości. Dalej mamy jakiś brak konsekwencji. Przykładem niech tu będzie „Made in Abyss” i wspomnienie o polskim wydaniu mangi o tym tytule. Bardzo dobrze, że tak zrobiono, ale przy „Goblin Slayer”, „Klasa skrytobójców”, „Bracia z ulicy”, „Wypaczona” nie miały już takiego szczęścia. Ciągle zdarzają się literówki lub problemy z podpisem obrazków (Goblin Slayer). W jednym miejscu mamy też „podpis obrazka”. Zastanawia mnie trochę, czy autorzy się tak spieszą, a może brak QC się odbija rykoszetem? Chociaż w pewnym sensie takie szukanie tych wpadek może być i fajne (śmiech). Wracając do recenzji, to ostatecznie przekonała mnie do zobaczenia ta od „Zombieland Saga” (ale warto też poczytać o np. Gundamie – historia serii, FLCL czy Darling in the FranXX). Same teksty dalej do ambitnych bardzo nie należą, często nie przeczytamy tutaj o jakiś nawiązaniach do innych tytułów czy co dana seria wniosła do gatunku. Co mogę więc wam polecić? Dajcie w sumie szansę. Nie trzeba tego od razu kupować, można iść do empiku i sobie trochę poczytać. Zresztą kwota jest raczej niska. Osobiście podjąłem decyzję o nabywaniu tego czasopisma. Redakcji proponuję popracować nad tekstami (oraz ich doborem), by bardziej zachęcały do czytania (i nad eliminacją wpadek).

IMG_8891_wynik

Specyfika wydania:
Liczba stron: 100
Oprawa: miękka, 4 plakaty
Spis treści:

Kawaii News

  1. Przegląd premier anime – jesień 2018
  2. Przegląd aktualności anime w Polsce

Manga & anime na topie

  1. Mirai
  2. FLCL Alternative
  3. Goblin Slayer
  4. Bed & Breakfast for Spirits
  5. Saiki Kusuo no Psi Nan
  6. Overlord
  7. Zombieland Saga
  8. Darling in the FranXX
  9. Tensei shitara Slime Datta Ken
  10. In This Corner of the World
  11. Dragon Ball Super
  12. Made in Abyss
  13. Klasa skrytobójców
  14. Brania z ulicy
  15. Wypaczona

Ponadczasowe hity manga & anime

  1. Gundam
  2. Slayers
  3. Tenchi Muyo!

Manga & gry

  1. Pokemon GO – poradnik
  2. Miłość wirtualnych chłopców

Kawaii różności

  1. Satoshi Kon
  2. Jin-Roh vs Illang
  3. Musashu Miyamoto
  4. Mitologia w Sailor Moon
  5. Tokyo-Ga
  6. Gundam Cafe
  7. Kyary Pomyu Pomyu
  8. Bajki dziadka Darka
  9. Cosplay numeru
  10. Kawaii Skrzynka Kontaktowa

Plakaty: Mirai, Tensei shitara Slime Datta Ken, Made in Abyss i Tenchi Muyo!

IMG_8892_wynik

Rozpisałem się przy tej recenzji więc teraz taki standardowy opis. Mamy tutaj sto stron łącznie z okładką. Postanowiłem wrzucić wam spis treści, bo go zwyczajnie nigdzie nie ma, co mnie trochę dziwi. Trzeba iść do sklepu, by zobaczyć, co mamy w numerze. Trochę zagrywka jak z innej epoki. W każdym razie mamy tutaj format jak od Arigato. Niestety brak wkładki o mangach z papierem przypominającym to medium – zawsze lubiłem to w tym magazynie. Recenzji jest całkiem sporo, mamy też felietony czy opis aktualnie dostępnych pozycji na Netflix.
IMG_8893_wynik
Podsumowanie: Kultowy magazyn powrócił i chyba się na dobre zadomowił na naszym rynku (wyszły już 4 numery, a 5 jest w produkcji). Pomimo szumnych zapowiedzi powrotu legendy, jest umiarkowanie udany. Twórcy chyba za bardzo wierzyli w nostalgię swoją i fanów, którzy stali się bardziej wymagający i kilka tekstów opakowanych ładnymi grafikami już nie wystarcza. Chociaż kto wie, bo mnie jakoś do siebie przekonał. Przyznam szczerze, że pasuje mi częstotliwość wydawnicza. Nie za często, ale regularnie – w sam raz, by co jakiś czas sobie coś takiego poczytać za stosunkowo niską kwotę. Gdyby jeszcze trafiały się lepsze „rozkimny” o produkcjach, byłby bardzo zadowolony. Opinie pozostają skrajnie różne, więc chyba trzeba sobie wyrobić własną. To tyle na dzisiaj, miłego.

[ANIME BD] Your Lie in April: Part 1 – Collector’s Edition with Art Box

Od czego by tu zacząć… Może standardowo będę przepraszał za opóźnienia? To już się chyba nudne zrobiło. Ciepło za oknem, więc trzeba jakoś klimatem dopasować się ze wpisami. Lecimy więc. Jeśli chodzi o nowinki zakupowe, to dotarło do mnie parę paczuszek. Mam co czytać i oglądać. Jeszcze jakieś się zbliżają, ale na resztę trochę poczekam. Czas na nowinki wydawnicze. Discotec ogłosił wydanie: New Cutey Honey OVA Series (DVD), Lupin The 3rd Blood Seal Of The Eternal Mermaid (BD i DVD), Kimagure Orange Road OVAs + Movie (BD) i Sorcerer Hunters (SD-BD). Eleven Arts ogłosiło wydanie w USA Penguin Highway Limited Edition (BD specjalna i zwykła). Manga Entertainment ogłosiło: Cardcaptor Sakura: Clear Card Part 2 (BD), Steins;Gate 0 Part 1 (BD, zwykła i z boxem), Boruto: Naruto Next Generation Set 1 (BD), Attack on Titan Season 3 Part 1 (DVD, BD, BD specjalna), Black Clover Season 1 Part 4 (BD i DVD), Steins;Gate 0 Part 2 (BD/DVD), Pokémon movie releases (DVD, 4 filmy) i Overlord III (BD i DVD). Mamy tutaj kilka ciekawych pozycji. Zdecydowanie jestem zainteresowany z USA Kimagure Orange Road i Lupinem (myślę też o tym filmie Penguin Highway, ale był zapowiadany przez Anime Ltd, więc chyba się do ich wydania skłonię). Z UK na pewno Attack on Titan. Overlord nie doczekał się wydania limitowanego z uwagi na bardzo słabą sprzedaż części drugiej (do czego się w sumie przyczyniłem, bo jeszcze go nie nabyłem). Czekam na szczegóły Steins;Gate, bo może warto wybrać tę wersję zamiast wydania z USA. Prawie bym zapomniał, Sentai ogłosiło, że ich licencja do serii Inu X Boku Secret Service już wygasła, więc wyprzedają za śmieszne kwoty tę serię. Jeśli ktoś planował zakup, niech lepiej bierze teraz. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest kolejny nabytek z wyprzedaży od Anime Ltd, czyli Your Lie in April: Part 1 z boxem. Zanim opowiem o tej produkcji, parę ciekawostek związanych z wydaniem. Anime Ltd po raz pierwszy od dawna źle wymierzyło box od tej serii. Spekulacji na temat tego zdarzenia było wiele, a sam wydawca ogłaszał, że zdobył materiały na książeczkę, której nie planował pierwotnie (podobno miały być tylko pocztówki). W każdym razie wraz z premierą części drugiej rozpoczął się proces wymian boxów. Mnie oczywiście nie dotyczył, bo kupiłem podczas promocji bezpośredni od wydawcy, więc już dostałem właściwą wersję. Produkcję tę miałem sobie nabyć już jakiś czas temu. Pierwotnie planowałem nabyć wersję od Aniplexu, ale zrezygnowałem z tego pomysłu, gdy poznałem detale wydania Anime Ltd. Ta sama jakość i bardzo ładny box. Właściwie większość artworku się powtarza, więc jedyną rzeczą, która by mnie miała skłonić do zakupu wersji USA, byłyby soundtracki. Sprawa niewątpliwie fajna, ale niewarta tej ceny, lepiej je kupić osobno. A o czym ta produkcja jest? Kousei Arima od dziecka zapowiadał się na genialnego pianistę. Wychowywany przez apodyktyczną matkę, będącą jednocześnie jego instruktorką, nie miał łatwego dzieciństwa, bowiem każdą wolną chwilę poświęcał doskonaleniu umiejętności muzycznych. Dzięki temu był w stanie zdominować każdy konkurs, w którym brał udział, nie dając szans innym dzieciom. Cóż z tego, skoro relacje pomiędzy nim a matką przybierały charakter wręcz patologiczny. Chłopiec za wszelką cenę pragnął sprostać jej wymaganiom, lecz rodzicielce same starania nie wystarczały, co wciąż podkreślała, nierzadko z użyciem siły. Jej syn nie mógł być po prostu bardzo dobry – on musiał być doskonały we wszystkim, co robi, a jego gra nie mogła mieć żadnej skazy. Czy ktokolwiek (a zwłaszcza mały chłopiec) byłby w stanie wytrzymać takie traktowanie na dłuższą metę? Zdecydowanie nie. W końcu Kousei nie wytrzymał i po kolejnych skargach matki wybuchnął, wygarniając jej wszystko, co od dawna leżało mu na wątrobie. Gdy zaś wkrótce po tym jego matka umarła (od kilku lat była mocno schorowana), przeżył poważne załamanie nerwowe, co skończyło się utratą zdolności do słyszenia własnej gry, a w konsekwencji całkowitym oddaleniem się młodego pianisty od muzyki. Lata płyną, a Kousei ani razu nie zdecydował się choćby dotknąć pianina. Dzięki wsparciu dwójki przyjaciół, Tsubaki Sawabe i Ryouty Watariego, prowadzi normalne, ustabilizowane życie, z którego wydaje się całkowicie zadowolony. Ale czy naprawdę? Przypadek (czy też przeznaczenie) sprawia, że na jego drodze staje śliczna i utalentowana skrzypaczka, Kaori Miyazono, będąca istnym wulkanem energii. Jej pojawienie się początkowo nie zapowiada burzy, którą wkrótce wywoła, lecz od tej chwili Kousei nie będzie już w stanie dłużej uciekać – ani od przeszłości, ani od muzyki. Od tej chwili już nic nie będzie takie samo. Zapraszamy na historię o muzyce połączoną z wyciskaczem łez. Chusteczki podczas seansów mile widziane. Produkcja ta ma niewątpliwie pewne wady. Można tu wspomnieć na przykład o powtarzalności scen. Przytaczanie jakichś fragmentów czasem jest już wręcz nużące. Czasem do tego stopnia, że wydawało mi się, że autorzy mają mnie za jakiegoś zapominalskiego gościa, któremu trzeba wszystko przypominać. Spotkałem się z zarzutem, że w serii jest ukazana (spojler) pewna choroba, która nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości, co było uznane za karygodny błąd. Szczerze powiedziawszy, jakoś mnie to nie przeszkadzało – czy naprawdę by wnosiło cos wielkiego, gdyby podali jakąś konkretną nazwę? Może i ukazanie prawdziwych objawów byłoby czymś fajnym, ale wątpię, by docenił takie starania. Dużym atutem na plus tej produkcji są sceny gry bohaterów – są bardzo dopracowane i rozbudowane. Bardzo udany aspekt. Przejdźmy do detali. Jak wspominałem już wcześniej, mamy tutaj te same płyty co u Aniplexu, co oznacza mniej więcej tyle, że jest świetne kodowanie. Jakość żyleta. Napisy są zdecydowanie okej, chociaż gdzieś mi zgrzytała pewna rozmowa – niepasowała do wieku postaci. Wydaje mi się, że w oryginale jest to zrobione lepiej. Czas na detale na temat wydania.
IMG_8808_wynik
Specyfika wydania:
Języki: japoński, angielski
Dźwięk: LPCM 2.0 japoński, angielski
Rozdzielczość: 1080p HD
Format obrazu: 16:9
Region: B
Napisy: angielskie
Dyski: 2xBD
Lista odcinków z wydania:
1. Monotone / Colorful
2. Friend A
3. Inside Spring
4. Departure
5. Gray Skies
6. On the Way Home
7. The Shadows Whisper
8. Let It Ring
9. Resonance
10. The Scenery I Shared with You
11. Light of Life
IMG_8809_wynik
Mamy tutaj artbox na serię, a w środku kolejny box, w którym umieszczono digipack. Wydaje się to może dziwne, ale wypada bardzo fajnie i staje się prawie standardem u Anime Ltd. W sumie zapomniałem o jedynej wadzie tego wydania (pomijając brak OST-u) – nie dodano OAV do tej serii. Można to łatwo wytłumaczyć – było dodawane do mangi w Japonii, więc to odrębne licencje i kłopotliwa sprawa (w dodatku była tylko na DVD i w sumie średnio wyszła), ale jednak wspomnieć musiałem.
IMG_8810_wynik
Tutaj zdjęcie przedstawia okładkę od boxu wewnętrznego. Główne pudło ma miejsce na dwie części tego cyklu. W środku był jeszcze pusty kartonik z podpisem „miejsce na część drugą”, ale wywaliłem go przed zrobieniem fotek.
IMG_8811_wynik
Tylna część tego opakowania – warto wspomnieć, że tak samo prezentuje się wydanie Aniplexu.
IMG_8812_wynik
Zewnętrzna część digipacku, który się znajduje w środku. W sumie nie wspominałem, ale seria ta jest znana polskim fanom dzięki wydawnictwu Studio JG za sprawą wydawanej przez nich mangi o tym samym tytule.
IMG_8813_wynik
Wewnętrzna strona digipacku, czyli płyty. Muszę przyznać, że artwork bardzo mnie przekonuje. Jest dopasowany, ciekawy, bez powtórzeń i pochodzi z wydania oryginalnego. Tak jak lubię.
Podsumowanie: Pierwsza część bardzo rozpoznawalnej serii, która spotkała się z niemałym sukcesem. Fani muzyki klasycznej, okruchów życia, czy tam wyciskaczy łez będą wniebowzięci. Zdecydowanie polecam. Pomimo kilku wad, jest to ciekawa pozycja, która zapada w pamięci. Opisywane tutaj wydanie jest aktualnie wyprzedane u wydawcy. Należy szukać po sklepach lub aukcjach, może jeszcze się gdzieś trafi, ale to ostatni moment. To tyle na dzisiaj, miłego.

[FIGURKA] Re:Zero kara Hajimeru Isekai Seikatsu – Rem – 1/7 (Good Smile Company)

Ponownie pojawiło się nam opóźnienie, które rzecz jasna nie planowałem. Miałem chyba dwa razy w międzyczasie robić wpis, ale coś wyskoczyło. W każdym razie wracamy. Jeśli chodzi o nowinki zakupowe, to czekam sobie na paczuszki. Jedna z nich zawiera przedmiot kupiony przez znajomego na MCM, dalej mamy dwa wydania OOP (znalezione na końcu internetu), uzupełnienie kolekcji, czyli part 2. pewnej serii, sporo mang/LN, jakaś figurka i limitowana edycja z Zavvi (ale się tu bałem, bo mnie z powodu jakiegoś błędu ominęli). Trochę tego jest, ale będą te pozycje docierać w najbliższych tygodniach, jak to zwykle bywa. Czas na nowinki wydawnicze. Wiele tego nie ma, ale coś się znajdzie. VIZ ogłosiło wydanie Hunter X Hunter Set 6 (BD i DVD). Przy okazji wspomnieli, że kolejny set z odcinkami Bleach niebawem (po prawie roku ciszy). Dalej mamy od nich Pokemon Diamond And Pearl (na DVD). Kitty Media zapowiedziało wydanie Hentai Heaven Collection 8 (BD i DVD). Tak się ostatnio zastanawiam, czy nie zacząć tutaj „spamować” o figurkach lub LN w wersjach angielskich. Wtedy bym miał, o czym tu pisać, nie ma co. Do przemyślenia. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest figurka Rem od firmy Good Smile Company. Być może część z was pamięta, że opisywałem już kiedyś statuetkę tej postaci, ale od Phat Company. Myślę, że nie odkryję tutaj Ameryki, jeśli powiem, że wielu fanów kupuje różne wersje pewnych postaci. Niestety (lub stety, bo są fani konkretnych postaci i pewnie pieją z zachwytu) część bohaterów z mang/anime/gier doczekała się kilku lub kilkunastu figurek, które na dodatek są różne, świetnie wykonane, natomiast inne nie mają nawet jednej lub mają, ale wykonaną średnio. Duży wybór to generalnie jest zaleta, bo fani mogą sobie wybrać ulubioną wersję. Chciałbym tak napisać, ale zazwyczaj kończy się to na nabywaniu i sprzedawaniu starych edycji, bo wyszła jakaś nowa i zapowiada się lepiej/już ją ktoś kupił i wybrał. Oczywiście czasem zostawia się kilka wersji, bo się lubi/są bardzo różne, jeśli chodzi o wizerunek przedstawiony. Właśnie z tym przypadkiem mamy do czynienia tym razem. Wersja od GSM przedstawia (w przeciwieństwie do tej od Phat Company) bardziej „standardowy” wizerunek tej postaci, co znaczy mniej więcej tyle, że w naturalny sposób i w najbardziej rozpoznawalnych szatach. W sumie chciałem tutaj też nadmienić, dlaczego akurat teraz opisuję tę figurkę. Złożyło się na to kilka powodów. Pierwszy, prozaiczny, bo dawno nie opisywałem tego typu rzeczy. Drugi, bo ostatnio było trochę szumu z edycją limitowaną-box od serii animowanej w UK. Trzeci powód to moje powoli nadrabianie LN tej serii (w znaczeniu, że kupiłem i zabieram się w końcu za czytanie). Mógłbym jeszcze kilka nadmienić (zapowiedź drugiego sezonu), ale poprzestanę na tych. Wróćmy do opisu statuetki. Podobnie jak w przypadku edycji od Phat Company, mamy tutaj „miniserię”. Nazywanie tego w ten sposób może jest trochę na wyrost, bo mamy do kupienia dodatkowo Ram, która idealnie pasuje. W tym miejscu zaczynam się drapać po głowie, jak to się stało, że dotąd jej sobie nie nabyłem. To musi być jakieś fatum. Zostawmy ten temat może. W każdym razie, jak już kiedyś wspominałem, bardzo lubię tę serię i postaci z nią związane. Moją ulubioną jest właśnie dzisiaj przedstawiana Rem. Jeśli chodzi o jakość wykonania czy pomysł i realizację, to biję pokłony w kierunki GSM. To jest zrobione niesamowicie wręcz, a przy tym za stosunkowo niską cenę. Czasem mnie ta firma zwyczajnie zaskakuje. Oddaje w ręce fanów jakiś arcydzieło i wcale sobie dużo za niego nie liczy – wielkie brawa. Dokładnie tak było i w tym wypadku. Wystarczy nadmienić, że Rem można sobie zobaczyć w dwóch formach, które fani dobrze znają lub ją trochę „odciążyć” z niepotrzebnych ciuchów. Zainteresowani? Na pewno. Kupowałem to dawno temu oczywiście, właściwie to chyba na premierę, więc moja cena była niesamowita. Potem przez długi w sumie czas niewiele się w tej kwestii zmieniało, ale dzisiaj z ciekawości zbadałem sprawę i wygląda na to, że już tak różowo nie jest. Oczywiście można złapać w fajnej cenie na jakimś sklepie lub odkupić od kogoś, ale trochę sprawa uległa zmianie. Dobra, ale czy warto? Moim zdaniem tak, a w dalszej części postaram się pokazać dlaczego.
IMG_6318_wynik
Specyfika wydania:
  • figurka z podstawą
  • dwie wersje twarzy
  • dwie wersje lewej ręki
  • dwie wersje prawej ręki (z zestawem filiżanek, sama ręka i broń)
IMG_6320_wynik
Na początku przedstawiłem wersję standardową, która bardziej do mnie przemawia. Jest też pokazywana na pudle itd. Mamy tutaj niesamowitą liczbę detali. Wystarczy spojrzeć na zastawę – coś niesamowitego. Figurka nie jest duża, muszę nadmienić, liczy koło 22 cm z podstawą. Dla jednych to zaleta, a dla innych wada, jak to zwykle bywa, ale stąd również niższa cena. Figurka idealnie komponuje się z Ram za pomocą podstawki. Niestety fotki prezentującej ten efekt wam nie pokarze z wiadomych powodów – a przynajmniej na razie.
IMG_6321_wynik
Dałem lekkie zbliżenie, by pokazać jeszcze więcej detali. Trzeba jakoś wykorzystać tę lustrzankę (śmiech). Ta kolorystyka, te barwy, coś niesamowitego. Jak dobrze pamiętam, nie spotkałem się z jakimiś wadami tej figurki. Tym razem wszystko zagrało – dostaliśmy to, czego oczekiwaliśmy.
IMG_6323_wynik
Wspominałem, że figurka jest dostępna w dwóch wersjach. Po przełożeniu głowy, prawej ręki i lewej z przedramieniem (oraz podłączeniu broni), otrzymujemy „mroczną stronę” tej postaci. Pomysł naprawdę niezły, chociaż nie jest to nic nowego, takie rozwiązania się trafiają. Niemniej warto pochwalić, bo dostajemy prawie dwie figurki w jednym. Szczególnie że w tym wypadku to nie jest tylko dodatkowa broń, bo zmian jest naprawdę sporo.
IMG_6325_wynik
Tutaj przybliżenie na twarz naszej Rem po przemianie. Jej mordercze instynkty są od razu widoczne. 
IMG_6326_wynik
Na koniec bonus dla was, wersja bez spódniczki. Ta ukryta opcja pojawiła się dla fanów w figurce od GSM. Nie była reklamowana, ale istnieje możliwość ustawienia jej sobie tak, by podziwiać bieliznę.
Podsumowanie: To świetna figurka kultowej postaci z Re:Zero, a konkretnie Rem od GSM. Wykonali kawał świetnej roboty jak zawsze zresztą. Miejmy nadzieję, że się to nie zmieni, bo ciągle oddają w ręce fanów niesamowite dzieła i nie liczą sobie za nie wysokich kwot. Inni powinni się od nich uczyć. Jak wspominałem, coraz trudniejsza do zdobycia, ale ciągle powinno się udawać za sensowną kwotę. Jeśli tak nie jest, może warto poczekać na wznowienie? Coś mi się zdaje, że się takowe pojawi przy premierze drugiego sezonu tej serii. To tyle na dzisiaj, miłego.
Nero1520172803 soniachan2881520163185

[ANIME BD] Noragami Aragoto – Blu-ray Collector’s Edition

Po lekkiej przerwie wracamy ze wpisami. W sumie miałem wam coś skrobnąć na weekend, ale byłem trochę zarobiony. Wracamy do gry. Na początek nowinki zakupowe. Dosyć nieoczekiwanie wygrałem aukcję na ebay – wrzuciłem lekką tylko przebitkę, bo stwierdziłem, że nie ma szans tego tak tanio kupić i… wygrałem. Oby dotarło w jednym kawałku, bo popsuje się mój humorek. Kolejna fajna sprawa to MCM z Londynu, na którym znajomy kupił mi serię, która się wyprzedała. Już prawie straciłem nadzieję, a tu taka niespodzianka. Czas na nowinki z tego eventu, bo jest ich sporo. Anime Ltd ogłosiło: Mobile Suit Gundam 00 w dwóch częściach (kompleta seria, OAV i film kinowy) oraz wersja deluxe z kompletem (podobno tylko w przypadku tego drugiego pakietu dostaniemy film), Mobile Suit Gundam: Char’s Counterattack (BD, deluxe), Mobile Suit Gundam Thunderbolt: Bandit Flower (BD, deluxe), Mobile Suit Gundam Wing (podobnie jak wyżej, podzielone na dwie części lub deluxe box), dalej mamy A Silent Voice Original Soundtrack na winylach oraz FLCL Original Soundtrack również na tym formacie – pre-order niebawem. Dodatkowo zapowiedzieli pozyskanie licencji do: Ride Your Wave (Kimi to, Nami ni Noretara), Birthday Wonderland, Tamako Market & Tamako Love Story (wydanie wspólne w jednym pakiecie) oraz We Rent Tsukumogami (Tsukumogami Kashimasu). Mamy tu atak Gundama, który mnie niezmiernie cieszy. Liczę na jakieś fajnie wydane pakiety. MVM Entertainment natomiast uzyskało licencje do następujących tytułów: Anohana: The Flower We Saw That Day (Ano Hi Mita Hana no Namae wo Bokutachi wa Mada Shiranai.), Rascal Does Not Dream of Bunny Girl Senpai (Seishun Buta Yarou wa Bunny Girl Senpai no Yume wo Minai), Yuuna and the Haunted Hot Springs (Yuragi-sou no Yuuna-san), Asura Cryin’, Domestic Girlfriend (Domestic na Kanojo), The Girl in Twilight (Akanesasu Shoujo), Mysteria Friends i Revue Starlight (Shoujo☆Kageki Revue Starlight). Mamy jeszcze nowinki od Discotek: Ayakashi – Samurai Horror Tales (BD), Sorcerer Hunters (SD-BD), Kimagure OVA/Movie set (BD), Honey and Clover (BD lub SD-BD), Lupin III The Last Job (BD, chyba) i Kemono Friends (BD). To tyle, lecimy z tematem głównym.
Dzisiejszym gościem honorowym jest seria Noragami Aragoto od Anime Ltd, czyli bezpośrednia kontynuacja Noragami. Jest to mój nabytek ze świątecznych promocji na sklepie wydawcy. Nie wiem, czy już wspominałem, ale czasem kupowałem tam pakietami, gdzie już znane mi tytuły wystarczały, by mieć genialną cenę. W takich właśnie paczkach trafiła się dzisiaj opisywana i okazała się bardzo miłym zaskoczeniem. Zanim opowiem o tym tytule, parę ciekawostek. Po pierwsze oryginalnie produkcja została zlicencjonowana przez MVM Entertainment, którzy wydali pierwszą serię. Przy drugim sezonie licencja przypadła Anime Ltd (chyba na bazie ich porozumienia z Funimation, które to ostatnio upadło). W każdym razie, jak tu pogodzić ten fakt? Anime Ltd postanowiło się dogadać z MVM i wydać box do drugiego sezonu, który pomieści oba. Muszę przyznać, że pomysł i realizacja kapitalna. Wracamy do opisywania serii, skoro już wyjaśniłem ciekawostkę. Muszę przyznać, że seria bardzo przypadła mi do gustu. Jest fajnie narysowana, ma pozytywnych bohaterów, a przy tym ciekawą historię, która swe najlepsze aspekty ukazuje przy drugim sezonie (dodatkowo głosy bohaterów są genialne i często to moi faworyci). W pierwszym mamy bardziej komedię z pewnymi elementami dramatu, co jest całkiem przyjemne, ale nie takie znowu nowe i wciągające, jednak prawdziwych rumieńców nabiera przy kontynuacji. Właściwie każdy aspekt, który wymagał poprawy/ można było wykonać lepiej, został poprawiony. To dosyć nietypowa sytuacja jak na sequel. Zazwyczaj mamy odcinanie kuponów lub bazowanie na popularności tytułu. Czas pojawiają się równe poziomowi, ale to zdecydowanie nieczęsta sytuacja. W przypadku dzisiaj omawianej mamy natomiast trzecią możliwą opcję, czyli wzrost poziomu. O czym to właściwie jest? Pierwszy sezon Noragami był zaledwie preludium do wydarzeń w serii, która dzisiaj jest gościem honorowym. Wcześniejsza odsłona produkcji miała nas zachęcić wątkiem humorystycznym, wartką akcją i przedstawieniem kilku wątków, które zostają jakby urwane w połowie (lub twórcy nie do końca wiedzieli jak to ugryźć/łapali wiele srok za ogon, by złapać jak najwięcej widzów). Inne z kolei wydawało się, że będą miały znaczenie dopiero później. I faktycznie tak było. W Noragami Aragoto (kontynuacja) możemy mówić o dwóch arcach: pierwszy dotyczy bogini Bishamon, a drugi boga Ebisu. Już sam fakt, że skupiamy się na konkretnych przypadkach, zamiast chaotycznych wydarzeniach, które czasami nie miały sensu, działa na korzyść tego sezonu. Cała fabuła jest o wiele bardziej poukładana, niż miało to miejsce wcześniej. Jest jasny podział na dwa wątki fabularne z odcinkiem buforowym, będącym jednocześnie łącznikiem. Losy bogów, prezentowane są w tym sezonie, są także o wiele ciekawsze niż luźne przygody Yato (którego losy niejako poznajemy na przestrzeni obu serii). Dzięki temu lepiej poznajemy bohaterów, których relacje w pierwszym sezonie wydawały się nieco chaotyczne i bezpodstawne. Dopiero teraz dowiadujemy się, jakie znaczenie miały wydarzenia z przeszłości dla głównych bohaterów. To sprawia, że nagle te liczne postacie da się lubić. Tak mi się wydaje, że powyższy opis nabierze więcej sensu, gdy kiedyś omówię pierwszy sezon. Tak, dochodzimy do meritum. Po zobaczeniu obu sezonów zostawiam sobie ten pakiet i mam zamiar nabyć pierwszą część (teraz nawet ją chętniej zobaczę ponownie). Seria jest bardzo udana i szkoda, że nie doczekała się kolejnego sezonu. A może kiedyś się to zmieni? Jeśli chodzi o jakość wydania pod względem audio/wideo, to jest całkiem przyzwoicie. Mamy tu niezłe kodowanie bez jakiś rozjaśnień czy spadków jakości lub fps. Mogło być lepiej, ale nie ma co narzekać. Napisy też wypadają całkiem fajnie – nie przypominam sobie jakiś większych zgrzytów czy dziwnych tekstów. Czas na aspekty fizyczne.
IMG_8775_wynik
Specyfika wydania:
Języki: japoński, angielski
Dźwięk: Dolby TrueHD 5.1 (angielski), LPCM 2.0 (japoński)
Rozdzielczość: 1080p HD
Format obrazu: 16:9
Region: B
Napisy: angielskie
Dyski: 2xBD
Lista odcinków z wydania:
1. Bearing a Posthumous Name
2. One of Her Memories
3. False Bond
4. Wish
5. Divine Acclamation, Imprecation
6. What Must Be Done
7. How to Worship a God
8. God of Calamity
9. The Sound of a Thread Snapping
10. A Certain Desire
11. Revival
12. Your Voice Calls Out
13. The God of Fortune`s Message
IMG_8776_wynik
Mamy tutaj opakowanie typu artbox z BD-casem z sezonem drugim serii oraz kilkoma kartami-grafikami. Wydawca zostawił miejsce na dorzucenie pierwszej części. W sumie zapomniałem wspomnieć o pewnej „wadzie” tego pakietu (wydania tej produkcji). Brakuje tu wszystkich czterech OAV, ale w sumie mnie to nie dziwi, bo były dodatkami do mang. Takie rzeczy właściwie nigdy nie trafiają na nośniki zbiorcze.
IMG_8777_wynik
Mamy tutaj BD-case z płytami oraz dwustronną okładką. Prezentuje znaną grafikę z materiałów promocyjnych.
IMG_8778_wynik
Widok na płyty z serialem. Proste grafiki, ale bardzo wpasowujące się w klimat tej produkcji.
IMG_8779_wynik
Na końcu mamy sześć grafik z serii będących jednym dodatkiem fizycznym, nie wspominając o pudle na komplet. Mały dodatek, a cieszy. Mimo wszystko szkoda, że nie dostaliśmy jakiejś książeczki z opisami.
Podsumowanie: Nieplanowany nabytek okazał się miłym zaskoczeniem. Czasem człowiek przeoczy jakąś produkcję, która okaże się naprawdę udana. W tym wypadku seria, której pierwsza odsłona skupia się na gagach, głównym bohaterze i trochę poszatkowanej fabule, nabiera rozpędu, dramatu i świetnego prowadzanie historii przy kontynuacji (podobno zasługa tego jest wierniejsza adaptacja, ale nie potwierdzę tego faktu). Niemniej gorąco polecam, ale jest to już produkt trochę wyprzedany. Nie znaczy to jednak, że nie da się go zdobyć. Trzeba trochę poszukać. Tymczasem pomyślę o nabyciu pierwszego sezonu, by mieć komplet. To tyle na dzisiaj, miłego.

[MANGA PL] BATTLE ANGEL ALITA! (TOM 2)

Po lekkiej przerwie wracamy ze wpisami. Trochę się ogarnąłem i ustawiam sobie grafik, by nie tracić czasu na głupoty. Takie tam gadanie, ale różnie bywało, trzeba się wziąć za siebie. W każdym razie lecimy z tematem. Na początek sprawa paczuszek. Niewiele do mnie dotarło, bo większość nie jest „w drodze”, ale dostałem jakieś mangi. Dotarła też reklamowana, a inną wysłali mi ponownie, bo przepadła. Trzeba będzie wam porobić recki nowości. Aktualnie trwa MCM w Londynie, gdzie pojawiają się nowości, a ja wam opowiem o Anime Central (z zeszłego weekendu). Aniplex ogłosiło wydanie Sword Art Online II Box Set oraz Cells At Work! na BD. GKIDS potwierdziło wydanie Ronja The Robber’s Daughter na BD z opcją oryginalnej ścieżki dźwiękowej (w końcu, bo wersje wydania miały tylko angielski dubbing). Nozomi ogłosiło wydanie Gravitation Complete Collection. Shout Factory natomiast zaoferuje nam Penguin Highway na BD/DVD. To tyle z ostatniego tygodnia. Warto wspomnieć o zapowiedzi od JPF, czyli LN Neon Genesis EVANGELION -ANIMA-. Szczerze mnie zaskoczyli tą pozycją, a jako fan nawet się nie zastanawiam (chociaż i tak miałem brać angielskie wydanie, więc mi zrobili dzień). Na gildii mamy aktualnie promocje z okazji targów książki, można złapać trochę starszych tytułów w fajnej cenie, by uzupełnić kolekcję. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest wersja deluxe mangi Battle Angel Alita od wydawnictwa JPF, a konkretnie tom drugi. Ostatnio poinformowano fanów, że trzecia część tej pozycji zaliczy obsuwę – pojawi się dopiero w czerwcu, i to pod koniec. Pomijając moje ubolewanie nad tym faktem, zdałem sobie sprawę, że jeszcze wam nie opisałem drugiego tomu. Efektem tego jest dzisiejszy wpis, który jakoś wam zrekompensuje te opóźnienia. Przy okazji wspomnę, że jeszcze można nabyć w tej wersji kolejną część, ale jest to już zdecydowanie ostatni moment. Jak już ostatnim razem wspominałem, pozycja ta nie jest mi obca. Kiedyś miałem stare wydanie, nad którym trochę ubolewałem. Czemu? Bardzo mi się podobało, bo nawet fanem tego gatunku nie jestem od wczoraj, a do tego dochodziły kapitalne ilustracje na… małym formacie. Wyobrażałem sobie wtedy, jak by to było, gdyby to wydano na wielkim. Marzenie to stało się faktem, więc decyzja o nabyciu tej pozycji ponownie w tym formacie trwała mniej niż minutę. W dodatku otrzymamy również kontynuacje, na które zdecydowanie czekam (i razem ładnie będzie wyglądać, prawda?). Skupmy się jednak na obecnej pozycji. Tom drugi został wydany w identyczny sposób, więc mamy również edycję w twardej oprawie, która była dostępna w pre-orderze wraz z „plakatami” Trudno mi je tak nazywać, bo format ten za wielki nie jest, ale plus dla wydawnictwa za wysyłanie w twardych kopertach. Zawsze można to trzymać jako takie ładne obrazki na dużym formacie. A co w tomie? Historia Yugo kończy się w łatwy do przewidzenia sposób: chłopiec podejmuje ostatnią, rozpaczliwą próbę dotarcia do Zalemu. Alita może jedynie obserwować jego bezsensowną śmierć, a widok spadającego z kanału przesyłowego ciała ukochanego zmienia ją całkowicie i na zawsze. Pozostałą część historii zawartej w tym tomie poznajemy z punktu widzenia Ido, który, nie mogąc doczekać się powrotu Ality, zamknął praktykę lekarską i wyruszył na poszukiwania. Ku jego zdumieniu okazuje się, że Alita nie tylko żyje i ma się całkiem nieźle, ale nawet została wschodzącą gwiazdą motorballu – brutalnego sportu wyścigowego, bardzo popularnego w Mieście Złomu (w końcu jest, znany z adaptacji fanom, którzy dzięki niej sięgnęli po oryginał). Wydaje się jednak, że nie chce mieć już nic wspólnego z dawnym mentorem. Ido uświadamia sobie, że pragnie odzyskać Alitę – nawet za cenę jej porażki… Zanim przejdę do opisu detali wydania i licznych dodatków, klasyczny już na blogu opis ze strony wydawcy:
Jak wiadomo, na złomowisku znaleźć można przeróżne cuda. Doktor Ido może jednak uważać się za wyjątkowego szczęściarza – pewnego dnia bowiem w stercie rupieci znajduje szczątki dziewczyny-cyborga. Zabiera ją do domu, daje nowe ciało, pomaga powrócić do normalnego funkcjonowania po zupełnej niemal utracie pamięci… i wszystko byłoby jak w dobrej futurystycznej bajce, gdyby nie fakt, że dobre futurystyczne bajki nie istnieją. Pewnego dnia okazuje się, że Alita – takie imię nadał dziewczynie Ido – posiada zdolności przewyższające nawet najwyższej klasy roboty bojowe…
Komentarz, który najczęściej chyba pojawia się wśród tych, którzy przeczytali „Alitę”, to po prostu: „kawał dobrej mangi!”. Ta historia spod znaku cyberpunk ma już stałe miejsce na liście żelaznej klasyki gatunku, doczekała się wersji animowanej, kontynuacji (o podtytułach „Last Order” i „Mars Chronicle”) i filmu aktorskiego (premiera w roku 2018)

Brutalna i zabawna, romantyczna i zaskakująca, a przede wszystkim – wciągająca jak diabli. Opowieści o pancernej pannie młodej nie da się chyba nie lubić.

Zanim przejdziemy do detali, wspomnę tylko, że tłumaczenie właściwie nie ma literówek. Chyba natrafiłem na dwie. Czcionka jest duża i czytelna a tekst klimatowy. Kolorowych grafik właściwie brak, bo mamy tylko powtórkę z okładki (swoją drogą na stronie wydawnictwa podają „kolorowe strony”, co jest drobnym przekłamaniem).
IMG_8886_wynik
Specyfika wydania:
Liczba stron: 448 (w tym 18 kolorowych)
Format: B5 (18,4cm x25,6cm)
Oprawa: twarda
IMG_8887_wynik
Manga została wydana w wersji deluxe w pre-orderze i taką tutaj wersję opisuję. Nie zastanawiałem się nawet chwilę, którą wybrać. Po kapitalnie przygotowanej edycji Blame wybór był oczywisty. Tym razem polscy fani już nie pogubili się przy paczkach i wiedzieli, gdzie szukać dodatków. Jednak człowiek uczy się na błędach.
IMG_8890_wynik
Dostałem w formie pre-orderu dwa plakaty na twardej tekturze (jedna nawiązuje do okładki). Wszystko w klimacie mangi, więc fanom przypadnie na pewno do gustu. Całkiem nieźle.
IMG_8889_wynik
Samo wydanie prezentuje się, jak wspomnąłem wcześniej, znakomicie. Duży format pozwala zobaczenie szczegółów tych świetnych grafik. Twarda oprawa wygląda okazale i wyróżnia się na tle innych pozycji z naszego runku (chociaż są też takie i nie myślę tutaj tylko o wspominanym Blame).
IMG_8888_wynik
Podsumowanie: Zdecydowanie warto było zakupić tę pozycję. Jeśli się zastanawiacie, a widzicie ją na jakiejś aukcji za sensowną kwotę, bierzcie. Jeśli nie zależy wam na twardej oprawie, śmiało można kupować edycję standardową. Duży format ciągle nam zostaje, a i trochę zaoszczędzimy. Osobiście czekam na kolejny tom tej historii i komplet na półce (a potem kontynuacje, które tylko zacząłem czytać i się zniechęciłem… skanami, których zwyczajnie nie trawię). Wydawnictwo podało, że preordery na edycję w twardej oprawie będą otwarte do końca maja. Nie przegapcie tej daty. To tyle na dzisiaj i miłego.