[ANIME BD] SPACE DANDY SEASON 2 – BLU-RAY COLLECTOR’S EDITION

No, udało się napisać post zgodnie z planem, więc chyba mogę się cieszyć. Dzisiaj coś z zakupów około świątecznych, czyli drugi sezon Space Dandy. Przyznam szczerze, że obawiałem się, że nie dostanę tego cacka. Zaraz po zamówienie zmienił się status na „wyprzedane”. Potem się okazało, że zamawiają dodatkowe kopie i tak czekałem. Po prawie 3 tygodnia wysłali mi paczuszkę, która szybko dotarła. Naczekałem się, ale dostałem kopię w idealnym stanie i po promocyjnej cenie, więc ostatecznie się cieszę. Seria moim skromnym zdaniem jest udana, a nie wyobrażam sobie jej oglądania bez 2 sezonu – to jawna kontynuacja, dokończenie wątków i świetne historie. Odcinek o zakładaniu zespołu widziałem już chyba cztery razy i zawsze mnie śmieszył. Dlatego fotka z tej opowieści pojawiła się na początku. Swoją drogą spójrzcie na piwo jednego z bohaterów. Między innymi za to cenię tę serie – pełno tu detali i smaczków, które można wyłapać przy oglądaniu. Dobra, przejdźmy może do samego wydania czy porównania z innymi wersjami.
Tym razem wersja UK zdecydowanie przebija amerykańską, ponieważ mamy tutaj tak samo bajerancki box jak za pierwszym razem, a w USA był zwykł BD-case, który się wkładało do pudła od sezonu pierwszego. Przyznam, że nie lubię takich zagrań, bo wtedy dodatki tam umieszczone mam chyba trzymać w jakimś osobnym pudle. Dodatkowo w wydaniu UK otrzymujemy wszystkie karty, które były dodawane w wersji USA z pierwszym sezonem. Szach-mat ze strony Anime Ltd. Pod względem subów czy jakości obrazu mamy podobną sytuację jak w sezonie pierwszym  -ta sama jakość u obu wydawców, która jest moim zdaniem całkiem przyjemna. Nawet fanatycy z forum o jakości obrazu nie narzekali, jak to zwykle mają w zwyczaju. Chociaż te negatywne opinie o wydaniach Hanabe mnie nie dziwią – ktoś tam niszczy swoimi ustawieniami obraz i tego nie widzi. Niestety moje wydanie aktualnie bardzo podskoczyło w górę, więc moje „proroctwa” o wyprzedawaniu zapasów chyba się potwierdzają. 

DSCF6221

Specyfika wydania:
Języki: japoński, angielski
Dźwięk: Dolby True HD 2.0 japoński, Dolby True HD 2.0 angielski
Rozdzielczość: 1080p HD (BD)
Format obrazu: 16:9
Region: B
Napisy: angielskie
Dyski: 2

DSCF6222

Tym razem artbox jest normalniejszy niż poprzednim razem, gdzie płyty wyciągało się od góry. Tutaj jest standardowo, co nie oznacza, że źle. Na sam box jest dodatkowo nałożona obwoluta z opisami, sprawami technicznymi itd. W środku mamy BD-case z płytami, książeczkę na 148 stron oraz wspominane karty w liczbie 20. Całkiem nieźle.

DSCF6223

Książeczka jest ponownie wypchana grafikami, opisami, szkicami i tego typu bajerami, które fani zazwyczaj lubią. Stron jest jak wspominałem 148, czyli trochę mniej niż w poprzednim sezonie (tam było 200), ale za to dostajemy grafiki, których tam nie było.

DSCF6224

Ostatnim dodatkiem są wspomniane grafiki w liczbie 20. Pochodzą z wydania USA, gdzie były dołączone do specjalnej wersji sezonu pierwszego. Mamy tutaj wszelkiej maści arty, obrazki promocyjne od serii. Wymiar jest trochę mniejszy od artbooku.

DSCF6225

Podsumowanie: Warto mieć to wydanie, ponieważ prezentuje się bardzo przyzwoicie. Niestety aktualna cena raczej nie zachęca do zakupu (płaciłem prawie trzy razy mniej), więc pewnie większość wybierze wydanie zbiorcze lub poczeka na jakieś obniżki. Sama seria jest moim zdaniem warta zobaczenia i dodania do kolekcji. Bo to barwna historia z fajnymi bohaterami oraz historia, które zwyczajnie chce się śledzić. Czasem są zabawne, czasem doprowadza do zadumy, ale zawsze będzie to dobry seans. To tyle na dzisiaj, do następnego.

DSCF6227

Reklamy

[MANGA PL] BLAME! (TOM 5)

Ile to już minęło od mojego ostatniego wpisu, lepiej nawet nie sprawdzać. Może na początek trochę wyjaśnień i informacji. Po pierwsze byłem w ostatnim czasie bardzo zajęty. Mój zwykły dzień wyglądał tak, że przychodziłem z pracy, coś tam jadłem, zaczynałem pracować w domu i tak do północy. Czasem potem coś oglądałem dla relaksu i spać. Nie będę ściemniał, że zrobienie wpisu nie było możliwe – mogłem się czasem jakoś zorganizować, ale dopadało mnie już trochę przemęczenie i wolne chwile wolałem inaczej spożytkować. W każdym razie ten gorszy czas już głównie za mną – będą się pewnie jeszcze jakieś pojedyncze dni pojawiały, ale ogólnie powinno być spokojnie. Dlatego można liczyć na w miarę regularne wpisy. Kończąc to przynudzanie, wspomnę, że przybyła już do mnie spora część prezentów lub zamówień około świątecznych, więc jest o czym pisać. Dzisiaj wprawdzie (na rozgrzewkę) coś bardziej znanego, bo tamtych dobroci jeszcze nie porobiłem fotek. Zacznijmy wiec tę bardziej normalną część tego wpisu.
Dzisiaj prezentuję wam recenzję piątego tomu Blame. Jest to ostatnia pozycja z tej serii, która aktualnie mam w swojej kolekcji, ponieważ szósty tom nie został jeszcze wydany. Ma się pojawić na początku lutego. Mam nadzieje, że nie będzie opóźnień, bo już się doczekać nie mogę. W międzyczasie przeczytałem całość ponownie. W oczekiwaniu na ostatni tom pojawi się recka innej pozycji z tego uniwersum. Co to będzie? Musicie być cierpliwi. Od razu wspomnę, że nie uzupełniłem kolekcji, więc nie ma co tam szukać tej pozycji.

DSCF6046

Wydawnictwu JPF udało się bez większych przeszkód czy opóźnień wydać piąty tom serii, więc chyba przełamali wszystkie klątwy, które nad nimi wisiały w początkowych etapach. Pewnie drukarnia też odetchnęła z ulgą. Prezentowany tom jest oczywiście w wersji specjalnej – w twardej oprawie. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o treść, mamy podobny poziom jak w tomie poprzednim. Dużo interesujących motywów, które przykuwają naszą uwagę. W pewnym sensie mamy sporo wyjaśnień, ale zagadki tego świata nowe również nam dochodzą, więc nudzić się na pewno nie będziemy. Nie ma się co oszukiwać, autor wszystkiego nie wyjaśni, bo taki ma cel – zostawienie pola do popisu dla fanów, którzy będą tworzyć owe teorie przez kolejne lata. Jednych takie zabiegi drażnią, inni je uwielbiają. Generalnie jestem w tej drugiej grupie, ale nie można przesadzać. Jakieś urwane historie, jawne niedomówienia, które psują sens, są zwyczajnie słabe i psują ogólny odbiór. Tutaj akurat autor balansuje genialnie i podsuwa nam możliwe rozwiązania. Należy w tym momencie wspomnieć, że pewne tematy nie są wyjaśnione, bo nie ma takiej potrzeby (czy bardziej: nie każdy sobie dopasuje, co dla niego byłoby najlepsze). Pod względem tłumaczenia poziom się nie zmienił, wiec jest dalej wysoki. Jakiś czas temu wydawnictwo ogłosiło, że będzie wydawać artbooki do swoich serii. Po cichu liczę na słynny od Blame, który ma pewne wyjaśnienia, opisy świata itd.
Samej mangi Tsutomu Niheia nie trzeba raczej nikomu przedstawiać, ale zawsze można przytoczyć opis ze strony oficjalnego sklepu wydawcy:
W mrocznym, zbudowanym warstwowo świecie panuje chaos. Killy, tajemniczy mężczyzna o ciele dziecka, przemierza kolejne kondygnacje w poszukiwaniu posiadacza genu terminala sieciowego, gdyż tylko ktoś taki może nawiązać bezpieczne połączenie z siecią. Na skutek epidemii, która wyniszczyła ludzką rasę, geny te niemal zupełnie zanikły. Czy uzbrojony w niepozorną, acz niezwykle potężną broń Killy zdoła pokonać przeciwności losu i odnaleźć to, czego szuka? Witajcie w przytłaczającym świecie Tsutomu Niheia, gdzie próżno szukać łatwych odpowiedzi na dręczące nas pytania…

DSCF6047

Specyfika wydania:
Liczba stron: 360
Format: B5 (18,4cm x25,6cm)
Oprawa: twarda
Jak wspomniałem wcześniej, omawiana wersja jest w oprawie twardej. W formie gratisu tym razem otrzymałem jedną zakładkę. Z kwestii technicznych można wspomnieć, że kreska tym razem jest na takim samym poziomie w całym tomie, więc nie można narzekać. Jakościowo wydanie prezentuje się świetnie jak reszta serii, więc fani na pewno są usatysfakcjonowani.

DSCF6049

Podsumowanie: To kolejny świetny tom z serii, który prezentuje się świetnie w gablotce. Można do niego wracać co jakiś czas, bo historia zwyczajnie wciąga jak bagno, a przy kolejnym czytaniu ma się wrażenie, że więcej się z niej zrozumiało. Sam tłumacz polskiego wydania przed rozpoczęciem pracy zrobił to trzy razy. To tyle na dzisiaj i trzymajcie kciuki, by tym razem nie było opóźnień, bo mam fajne rzeczy to opisania. Miłego.

[ANIME BD] Mobile Suit Gundam Thunderbolt: Bandit Flower Limited „Complete Edition” Blu-ray

Wczoraj wspominałem, że druga część paczki będzie mocna. I co? Tak, moi mili, jest moc. Przyznam się, że się nie spodziewałem. Miałem sobie kupić trochę później ten box, gdy trochę stanieje. Początkowo chciałem go zdobyć po znajomości, ale się spóźniłem i mi trochę uciekł. Ale to już teraz nie ma znaczenia, bo jest w mojej kolekcji. Rzecz to dla mnie wyjątkowa, bo pierwszy film (tak, to kontynuacja Thunderbolt, która stała się sporym sukcesem. Pociągnięcie tematu dalej mnie specjalnie nie zdziwiło, bardziej ucieszyło, że nie trzeba było długo nań czekać) również mam w takiej edycji. Dostałem go jakiś rok temu. To kapitalna edycja. Zrobiona przez tę samą firmę, która wydaje Gundam: Origin. Jest napakowana dodatkami, świetnymi grafikami. Robi wrażenie. Co ciekawe, ta wypada jeszcze lepiej. Dlaczego? O tym za chwilę. Seria ta jest zaliczana, nazywając to trochę sarkastycznie, mroczną częścią Gundama. W tym znanym wszystkim cyklu (czy się go lubi czy nie, znać powinno) istnieje sporo serii wesołych lub przynajmniej względnie wesołych. Dobra, bo zaraz na mnie wskoczą obrońcy Gundama i będą mieli trochę racji. Cykl nigdy do wesołych nie należał (pomijamy tutaj pewne serie), ale w Thunderbolt jest bardzo ponuro. Tu nie ma wygranych i przegranych, wszyscy dostają w kość. Do tego dochodzi fakt, że jest kierowana raczej do starszego widza. Za podkład muzyczny mamy to „free jazz”, co tylko dodaje jej uroku. Zainteresowani? Ja myślę, bo to bardzo dobra rzecz. Gundam ogólnie w ostatnich latach przechodzi renesans. Powstają bardzo dobre serie, które zwyczajnie chce się oglądać. Wynika to też z odejścia od standardu. Zrobienia czegoś nowego, zamiast w kółko klepać serie o dzieciakach, które pilotują roboty. Wiem, brzmi to prześmiewczo, a pomysł nie jest zły przecież, ale zbyt często powtarzany (nie tylko w Gundamach). Dobra, rozgadałem się trochę jak zwykle nie na temat. To blog o wydaniach, a nie analizie postępu cyklu. Wybaczcie, ale zawsze mnie coś nachodzi na tego typu rozważania, gdy patrzę na jakiś wydanie i piszę wpis. Box jest w wersji japońskiej, ale podobnie jak w przypadku Origin, mamy tutaj angielskie napisy. Gdyby kogoś interesowało, film trwa 1h 29 min, więc raczej mamy parę dodatkowych scen. Ba, nawet audio takie jest (+ w kilku innych językach). Napisy są swoją drogą bardzo przyzwoite. Wydanie to jest dosyć drogie, ale występuje w kilku wersjach. Aktualnie brak normalnego wydania angielskiego, ale pewnie się pojawi jak w przypadku pierwszej serii Thunderbolt (filmu). Czymś się różniło? Tak, zdecydowanie. Były to, co ciekawe, zalety i wady. Do zalet można było zaliczyć jakieś dodatkowe napisy. Nie jestem pewien na 100%, ale były jakieś dodatkowe wstawki do opisu jakichś pomieszczeń, chyba słowa jakiejś piosenki + jakieś zdanie w którymś tam dialogu poprawili. Podobno wypadło to lepiej. Acha, chyba dubbing angielski był na nowo nagrywany. To były zalety, przejdźmy do wad. Amerykański wydawca przefiltrował obraz. Podobno to był wymóg narzucony przez Japonię. Tak, zdarzają się takie akcje. Ogólnie wygląda to gorzej na tym polu w USA. Moje wydanie prezentuje się fenomenalnie pod względem jakości obrazu czy dźwięku. To się aż chce oglądać. Dlatego zostanę przy swojej wersji. Nawiasem mówiąc, jeśli chodzi o Thunderbolt: Bandit Flower, film został wydany również w 4K. Nie widziałem screenów, a odtwarzacza w sumie i tak nie mam, więc jakoś mnie specjalnie nie ciągnie, ale coś czytałem, że trochę „pic na wodę”. Przejdźmy do opisu wydania.

DSCF6149

Przy opisie wydania Origin 5 wspominałem o kartonie. Tutaj mamy coś podobnego i postanowiłem to wam pokazać. Powyższe pudełko daje wydawca, by zadbać o swoich fanów. Sam dodatkowo pakuje nasz box, by nie dotarł uszkodzony. Bardzo fajna inicjatywa (Anime Ltd raz też tak zrobiło, ale o tym innym razem). Przy okazji wspomnę, że w Japonii chyba najlepiej pakują takie rzeczy. Tam się dba o klienta.

DSCF6150

A tutaj już nasz właściwy box. Jest nałożona na niego obwoluta z opisami. Fajnie, że ją zrobili (opaskę), bo możemy ją ściągnąć i zobaczyć grafiki w pełnej krasie. A jest na co popatrzeć.
Specyfika wydania:
Języki: japoński, angielski
Dźwięk: angielski(DTS-HD Master Audio 5.1ch), angielski(Linear DTS 2.0ch), japoński(DTS-HD Master Audio 5.1ch), japoński (Linear PCM 2.0ch)
Rozdzielczość: 1080p HD
Format obrazu: 16:9
Region: free
Napisy: angielskie, japońskie, chińskie, koreańskie, francuskie
Dyski: 2

DSCF6151

Tutaj obrazek z okładki po ściągnięciu wspomnianej opaski. Robi wrażenie. Nie ma co gadać.

DSCF6152

Oczywiście na tylnej części też dali nam świetną grafikę. Swoją drogą box jest o jakieś 3 mm grubszy od sezonu pierwszego.

DSCF6153

A teraz prezentacja zawartości. Jest tego trochę. Ogólnie mamy tutaj (pomijając box i karton): cztery artbooki (do każdego OAV) ze szkicami (czarno-białe i papier jakby specjalnie do szkiców przeznaczony). Jeden ogólny artbook ze szkicami, grafikami koncepcyjnymi w kolorze, digipack z płytą specjalną oraz sam film.

DSCF6154

Najpierw prezentacja artbooka kolorowego. Masę grafik, pokazania nakładania kolorów, opisy odcinków, wywiady, prezentacja jakichś figurek czy mangi Thunderboltd. Papier śliski. Całość liczy sobie koło 100 stron. Bardzo fajna rzecz.

DSCF6155

Następnie mamy wspomniane cztery artbooki ze szkicami. Każdy po 200 stron (no prawie, bo od OAV 7 ma koło 130 stron). Cztery artbooki, bo serial liczył sobie 4 OAV. Lubie patrzeć na takie rzeczy. Człowiek sobie trochę uzmysławia, jak wygląda proces produkcyjny.

DSCF6157

Tak, to okładka od dysku dodatkowego. Wspomniałem wcześniej, że moim zdaniem ten box jest lepszy niż od serii pierwszej. To wszystko za sprawą tego dysku. Mamy tutaj ponad godzinny koncert zespołu, który wykonał muzykę do tego filmu. Nie spodziewałem się tego, bo było to trochę dziwnie podpisane (dodatkowo z tekstem „brak angielskich napisów”). Niby prawda, ale to jakiś rodzaj trollingu. Coś niesamowitego. Wczoraj miałem oglądać sam film, ale wyszło na to, że spędziłem wieczór z tym koncertem. Jej chwilami poprzeplatany fragmentami Thunderboltda.

DSCF6158

Tutaj wewnętrzna strona tego digipacku.

DSCF6159

A teraz sam film. Tak, dodatkowo dali nam obwolutę, by wykorzystać wszystkie grafiki promocyjne. W końcu to wersja kompletna. Ma być wszystko.

DSCF6160

Tylna część obwoluty i BD-case. W wersji standardowej mamy oczywiście tylko BD-case (nawet chyba bez obwoluty, ale nie jestem pewien).
DSCF6163
W środku dostajemy płytę z filmem, książeczkę oraz parę reklam wydawnictw powiązanych z tym Gundamem. Książeczka liczy sobie 16 stron i jest wypełniona opisami serii, postaciami, mobilami bojowymi, które pojawiają się w filmie itd. Całkiem nieźle bym powiedział. Poniżej jeszcze zdjęcie ze środka.

DSCF6164

Podsumowanie: Co ja tu mogę napisać? Wydanie jest fenomenalne. Będzie skarbem dla kolekcjonera lub fana Gundamów. To tym bardziej perełka, ponieważ sama seria jest świetna. Swoją droga kontynuacja to tylko kwestia czasu. Istnieje kilka wydań. Mamy jeszcze standardową czy 4K. Prawdopodobnie pojawi się jeszcze wydanie USA, ale może być ponownie problem z jakością obrazu. Osobiście polecam, bo to uczta dla widza i perełka dla kolekcjonera, która jest warta wysokiej ceny. Najłatwiej jest dla ludzi z UK/Francji, ponieważ Anime Ltd sprzedaje to po niższej cenie. Chociaż chyba sprzedawało, bo mieli ograniczoną pulę tego cudeńka. To tyle na dzisiaj, muszę jeszcze zaliczyć seans. Trzymajcie się.

[FIGURKA] God Eater – Alisa Ilinichina Amiella – 1/8 – Anime ver. (Good Smile Company)

No, niestety wczoraj nie dałem rady zrobić wpisu. Coś mnie skutecznie odciągnęło, ale wyszedłem ze swoich opresji zwycięsko. Niby taki wpis można dosyć szybko zrobić, gdy są fotki i wena (a ja ją mam prawie zawsze), ale trzeba się zmobilizować. Z tym czasem mam problemy, ale nic nie poradzę. Nie przedłużając tego i tak sporego wstępu, w końcu docierają do mnie opóźnione prezenty. Dzisiaj przyszedł podwójny, ale na drugą część poczekacie do jutra (mam nadzieję, dam radę). Kusiło mnie pokazanie najpierw tego jutrzejszego skarbu, ale się opanowałem z dwóch powodów. Po pierwsze ten mogę opisać szybciej, a po drugie, trochę by mi to popsuło harmonogram. Wracając… Dzisiaj dotarła do mnie figurka Alisy z God Eater od GSM. Wspominałem już kiedyś, że nigdy się na tej firmie nie zawiodłem i zdania nie zmienię. Jest wykonana zwyczajnie świetnie. Mamy tutaj ogrom detali, świetną pozę, fajną podstawkę. Parę ciekawostek przy okazji. Sporo firm robi figurki i, moim skromnym zdaniem, zapominają o podstawce. Nie chodzi o to, że jej nie ma, bo oczywiście jest, ale pomijają ją. Staje się wymaganym dodatkiem – jakimś okręgiem kolorowym z podpisem lub czymś tego typu. Nie jest tak w przypadku GSM – to jest zawsze istotna część figurki, za co ich cenię. Kolejną ciekawostką jest fakt, że według powszechnej opinii jest to najlepiej wykonana figurka tej postaci, a było ich już trochę. GSM to specyficzna firma, której wyroby często bardzo szybko tracą na cenie. Mam wrażenie, że chcą szybko wyprzedać zapasy magazynowe, więc jeśli coś nie poszło na premierę (lub sporo zostało, powiedzmy), spada cena. Dzieje się tak generalnie losowo. Tak było w przypadku tej figurki. Cena po premierze zaczęła bardzo spadać, w sumie nawet nie wiem czemu. A spadła w najlepszym momencie o bodajże 60%. Może spodziewali się większego zainteresowania i zrobili jej za dużo, kto ich tam wie. Aktualnie już tak wesoło nie jest i generalnie widać, że zostały ostatnie kopie na sklepach. Sama seria, gdyby ktoś nie znał, to połączenie znanych patentów z nietypową grafiką. Mam tu na myśli klimaty typu NGE (wybrańcy, którzy mogą mierzyć się z „bogami”), Atak Tytanów (główny bohater i jego zamiary) itd. Graficznie anime odróżnia się od typowych schematów, do jakich przyzwyczaiły nas inne serie. Tła są ładne i szczegółowe, a animacja płynna. Komputerowo generowane aragami nie rażą wyglądem i mogą się podobać. Przejdźmy do szczegółowego opisu może.

DSCF6094

Specyfika wydania:
  • figurka z podstawą
  • broń (wybaczcie, nie pamiętam, jak ona się nazywała)
  • czapka

DSCF6099

Figurka jest złożona z kilku części, jak to zwykle bywa. Odłączana ręka, osobno broń, podstawa, czapka i sama Alisa. Mierzy sobie 22 cm, ale „rozłączona”. Gdy umieścimy ją na podstawie z bronią, mamy 29 cm. Co ciekawe, sama unikatowa broń jest dosyć ciężka, co mnie lekko zdziwiło. Mimo wszystko prawie całość opiera się na jednym połączeniu z podstawą, ale widocznie jakoś to wyważyli (jak zwykle zresztą, bo zawsze mnie zadziwia na fotkach figurka Saber z serii Fate w ich wykonaniu, ale o tym innym razem).

DSCF6109

Spódniczka jest wykonana z ciekawego materiału. Pozwala ją wyginać właściwie bez obaw. Dewianci pewnie ją podciągają i zdejmują. Przepraszam za to określenie, ale zawsze mnie bawią takie fotki.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Na końcu zdjęcie z neta, która mi się spodobało, by oddać lepszy klimat. Muszę sobie skombinować lepszy aparat i jakieś fajne tło, by robić takie cuda. To taka mała dygresja, a co tam.
Podsumowanie: Zdecydowanie warto sobie nabyć tę figurkę. Należy jednak wziąć pod uwagę kilka spraw. Po pierwsze: raczej jest to pozycja dla fanów serii, chociaż innym też może się spodobać. Dodatkowo sporą rolę może odegrać tutaj cena. Długo nie szukałem, ale już raczej obniżonej ceny nie trafimy, a wręcz jest drożej niż na premierę. Trochę szkoda by było stracić takie cacko, ale dawanie za nią sporą sumę raczej jest przesadą. Tak tylko gdybam, bo sam mam i łatwo mi mówić. Swoją drogą, w przypadku GSM dosyć często pojawiają się wznowienia, więc można liczyć i na takie rzeczy. Jednak zazwyczaj są związane z jakimiś powrotami serii, czy rocznicami, które faktycznie mogą skłonić nowe grono fanów do zakupu. Nie wspominając o szybkim zaniknięciu produktu. Co mogę poradzić? Trudno powiedzieć. Sami musicie zdecydować. Może moje fotki wam pomogą. To tyle na dzisiaj, do zobaczenia.

Szczęśliwego Nowego Roku!

Tym razem życzonka z okazji nowego roku:
Życzę wam wszystkiego dobrego w nadchodzącym roku.
By każdy dzień was pozytywnie zaskakiwał,
każda chwila przybliżała do realizacji wyznaczonych celów,
a życie upływało w zdrowiu i spokoju.
By wszystko, co złe, odeszło wraz ze starym rokiem,
a nowy był niekończącym się pasmem sukcesów.
Byście co rusz trafiali super okazje i powiększali wasze kolekcje skarbów!
Jutro wracamy do stałego tryby wrzutek związanych z kolekcją. Mam nadzieję, że na dniach pojawią się oczekiwane skarby.
Przy okazji przypominam o KS od Newton and the Apple Tree. Kończy się niedługo (koło 60h zostało). Radzę przemyśleć jeszcze raz (lub dać chociaż dolca, by mieć możliwość kupić później).  Została jeszcze jedna Ln do zdobycia (marne szanse widzę, chyba że będzie zryw na końcu/będą dalej liczyć w backer kit). To tyle na dzisiaj.

[ANIME BD] Patema Inverted – Ultimate Edition

Zdążyłem przed zakończeniem roku naskrobać jeszcze jedną recenzję. Tym razem coś starszego, ale się nie chwaliłem, a raczej warto, bo wygląda to zwyczajnie świetnie. Obiektem mojej dzisiejszej recenzji jest wydanie ultimate filmu Patema Inverted. Zakupiłem je jakieś parę miesięcy temu, gdy nagle zniknęło z większości sklepów, a na aukcjach zaczęło osiągać zawrotne kwoty. Przyznam, że zacząłem się obawiać przegapiania tego cudeńka (oraz wkurzać, że nie zdecydowałem się na zakup wcześniej). Gdy tak debatowałem na swoim losem, zobaczyłem jedną kopię na amzonie.de. Przyznam, że trochę mnie to zdziwiło, bo jednak edycja napisów niemieckich nie ma, więc średnio może to zainteresować potencjalnych nabywców. Przeglądnąłem jeszcze raz dokładnie opis i wszystko się zgadzało (dodam, że cena była do tego bardzo kusząca). Nie myśląc nad tym wiele dłużej, zakupiłem ten film. Dotarło do mnie jakieś 3 dni później – w idealnym stanie, czyli wszystko poszło po mojej myśli. Morały z tego dwa: nie zostawiaj zakupu na ostatnią chwilę, bo nie zawsze cena spadnie w pewnym momencie i szukaj na amazonie.de.
Dobra, trochę przydługi ten wstęp się zrobił, ale tak to już bywa, gdy się trochę rozgadam. Przejdźmy do samej recenzji. Wydania ultimate od Anime Ltd. pojawiają się co jakiś czas do serii/filmów, które ich zdaniem na to zasługują oraz, do których dostaną materiały, by takie cacko stworzyć. W tym wypadku mamy edycję ultimate, która była do kupienia na KS, ale później pojawiła się w normalnym obiegu. Nie zawsze tak jest, ale o tym innym razem. Jest tutaj powiększony format (chociaż ostatnio wydali dwie edycje ultimate, które już takiego formatu nie mają, więc chyba zmieniają ten stały element) z dużą liczbą dodatków fizycznych. Mamy tutaj bardzo gruby i wielki artbook, film na BD i DVD, soundtrack, list czy twardy artbox (zapomniałbym, ta edycja jest numerowana). Jeśli chodzi o kwestie techniczne, to nie mam niż do zarzucenia. Napisy są bardzo klimatycznie zrobione, a obraz bardzo czysty. Podobno wypada lepiej niż u amerykanów, a właściwie identycznie jak w Japonii, co tylko cieszy.
Może jeszcze wspomnę o samym filmie, jeśli ktoś nie widział, jest ciekawa historia, mimo pewnych dziur fabularnych. Gdy nie skupiamy się nazbyt nad tematem i światem przedstawionym, wciąga nas w wir swoich zwrot fabularnych, momentów wzruszeń i ślicznej grafiki. Stworzona przez twórców „Time of Eve”, którzy tym razem (dzięki bardzo pozytywnym opinią poprzedniego obrazu) dostali budżet na wykonanie tego dzieła. Co jakiś czas go oglądam i zawsze jest to przyjemny seans.

DSCF5891

Specyfika wydania:
Języki: japoński, angielski
Dźwięk: DTS-HD Master Audio 5.1 japoński, DTS-HD Master Audio 5.1 angielski
Rozdzielczość: 1080p HD (BD) i SD (DVD)
Format obrazu: 16:9
Region: B (BD), 2 (DVD)
Napisy: angielskie
Dyski: 3 (BD, DVD + CD)
Na artbox nałożona jest obwoluta z opisami. Tytuł, kto brał główny udział przy produkcji itd. Trochę to przypomina plakat filmowy. Widać powyżej. Gdy zdejmiemy obwolutę, mamy widoczny artbox, który prezentuje tę samą grafikę, ale już bez zbędnych opisów. W środku widzimy sporych rozmiarów digipack oraz wspomniany wcześniej artbook.

DSCF5893

Przyjrzyjmy się najpierw digipackowi. W środku znajdziemy trzy płyty. Film na BD, DVD oraz soundtrack. Nie jest może ługi, ale bardzo klimatyczny. Jeśli ktoś lubi takie rzeczy, jak znalazł. Dla mnie to zawsze dobry dodatek.

DSCF5894

Następnie mamy artbook i wspomniany na początku list. Jest to gadget, który przypomni nam coś z filmu. Niby proste do zrobienia, a niewątpliwie cieszy. Artbook prezentuje nam znaną grafikę, która promowała film. Jeśli dobrze pamiętam, początkowo miała być okładką tego boxu.

DSCF5895

Sam artbook jest zwyczajnie świetny. Około 150 stron na dobrej jakości papierze o dużym formacie z upchanymi po brzegi opisami, ilustracjami, wywiadami itd. Przykładowa fotka, ukazująca główną bohaterkę, jest widoczna poniżej.

DSCF5896

A teraz jakieś strony z opisem świata oraz jego ilustrujące.

DSCF5898

Podsumowanie: To świetne wydanie udanego filmu, który szybko stał się sporym przebojem (a na który niewątpliwie czekano). Będzie nie lada gratką dla każdego kolekcjonera, który lubi wydania z dodatkami fizycznymi różnego typu. Niestety jego zdobycie w sensownej cenie obecnie graniczy z cudem. Nie jest źle, bo istnieją jeszcze dwa wydania tego filmu: kolekcjonerska i standardowa. Ta pierwsza też zawiera film na BD/DVD oraz ma artbook w zmniejszonym formacie i na 48 stronach. Edycja standardowa to zwykły BD-case. Sami zdecydujcie, co najbardziej wam odpowiada.
To tyle na dzisiaj i w tym roku zarazem. Wydaje mi się ,że w miarę często tutaj coś dodaję, a niewątpliwie jeszcze mam co, więc do następnego razu.

[MANGA PL] BLAME! (TOM 4)

Dzisiaj prezentuję wam kolejną recenzję mangi Blame, tym razem tomu 4. Zanim jednak do tego przejdę, parę nowinek. Po pierwsze już nic do mnie nie dojdzie w tym roku, nie ma się co czarować. Na pocieszenie dowiedziałem się, że jeden z prezentów dotarł do naszego kraju, więc może dostanę go już 2 stycznia. Pomarzyć można. Kolejny fakt „warty sprostowania” to sam obrazek główny tego niusa. Tak, wiem, nie pochodzi od tego tomu, ale ostatnio go trafiłem i chciałem dodać. A teraz przejdźmy do recki.
Tym razem JPF wydał bez przeszkód najnowszy tom, więc dostaliśmy go bez dodatkowych opóźnień. Co ciekawe, zdecydowali się wydawać od tej części w tym samym terminie oprawę twardą i miękką. Chyba w ramach rekompensaty dla tych poszkodowanych najczęściej (czyli kupujących wersję deluxe). Gdyby ktoś nie wiedział, a go to interesowało, do tej pory (do premiery tomu 4) wersja bez twardej oprawy była dostępna wcześniej – około 2-3 tygodni. Co do samej treści tomu, moim zdaniem jest to kawał niezłej lektury. Mamy tu sporo zwrotów akcji, zagęszczenie wręcz zmian tego świata oraz nowych bohaterów, którzy pojawiają się na drodze Killiego. Wprawdzie główny wątek z tego tomu wyjaśnia się w następnym, ale nie zmienia to faktu, że to jeden z moich ulubionych. Nie lubię wprawdzie takiego rozdzielania historii – oceniajmy całość, a nie pojedyncze tomy. Mimo wszystko wspomniałem o tym i się nie wycofuję.
Samej mangi Tsutomu Niheia nie trzeba raczej nikomu przedstawiać, ale zawsze można przytoczyć opis ze strony oficjalnego sklepu wydawcy:
W mrocznym, zbudowanym warstwowo świecie panuje chaos. Killy, tajemniczy mężczyzna o ciele dziecka, przemierza kolejne kondygnacje w poszukiwaniu posiadacza genu terminala sieciowego, gdyż tylko ktoś taki może nawiązać bezpieczne połączenie z siecią. Na skutek epidemii, która wyniszczyła ludzką rasę, geny te niemal zupełnie zanikły. Czy uzbrojony w niepozorną, acz niezwykle potężną broń Killy zdoła pokonać przeciwności losu i odnaleźć to, czego szuka? Witajcie w przytłaczającym świecie Tsutomu Niheia, gdzie próżno szukać łatwych odpowiedzi na dręczące nas pytania…

DSCF6040

Specyfika wydania:
Liczba stron: 370
Format: B5 (18,4cm x25,6cm)
Oprawa: twarda

DSCF6041

Omawiam jak zawsze oprawę twardą, która prezentuje się świetnie. W ramach gratisu tym razem otrzymaliśmy dwie zakładki, które ilustrują w całości tylną okładkę od tomu (czyli dwie postaci). Z kwestii technicznych to tylko wspomnę, że moim zdaniem kreska w tej części jest raczej równa i prezentuje mroczny i ostry klimat, który mnie urzekł dawno temu. Nie natrafiłem jakichś błędów, więc po raz kolejny daję punkt dla wydawnictwa za świetne przygotowanie.

DSCF6042

Podsumowanie: To świetna pozycja, którą trzeba mieć w całości. Jeśli nie kupowaliście od początku, macie problem. Pojawiają się pakiety w twardej oprawie na aukcjach internetowych, ale zazwyczaj to nie są niskie ceny. Nie ma obawy, bo miękka oprawa też wypada świetnie. Mam nadzieję, że wydawnictwo pomyśli o innych seriach powiązanych z tą pozycją w przyszłości. To tyle na dzisiaj, miłej lektury, jeśli macie.